Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mauvais Akazawa z rodu Dèamon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mauvais Akazawa z rodu Dèamon. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 stycznia 2019

Od Mauvais CD Sakury

Ciągnęłam szarowłosą za nadgarstek w stronę jakiegoś przyjemnego, ale równie pustego miejsca, co zamkowa biblioteka. W końcu padło na odludną chatę, w której w sumie urządziłam sobie swój jakby drugi dom, bo prawie nikt tam nie przychodzi. Mimo tego, jest przytulnie i rodzinnie, przez co skradła moje serce.
- Jesteśmy - powiedziałam wskazując na drzwi, które chwilę później otworzyły się na oścież - z okien jest świetny widok na panoramę miasta, które leży pod wzgórzem, czyli tę bardziej zabytkową część, z którą wiążą się niekiedy ciekawe historie. Mogę w ten sposób pokazywać i opowiadać o moich ulubionych miejscach zbudowanych przez przodków - dodałam podbiegając do niewielkiego stolika. Gestem zaprosiłam Sakurę, aby usiadła naprzeciwko mnie.
- Jesteś niezwykle radosna - nie wiem czy miała zamiar to powiedzieć, czy po prostu jej się wyrwało, ale i tak to usłyszałam i uśmiechnęłam się. Cieszę się, że ludzie mnie tak postrzegają, to lepsze niż kiedy mówią, że jestem cichsza niż przedmiot.
- Tak sądzisz? Cóż, cieszę się, że moje postanowienie już weszło w życie. Przed tym jak spotkałam cię  to postanowiłam, żebym więcej się uśmiechała i bardziej okazywała pozytywne uczucia. Super, że mi się udało - uciekłam wzrokiem gdzieś w dal, lekko zakłopotana - A ty z kolei nosisz kaptur tak zasunięty, że nie widać ci twarzy. Jest to jakaś tajemnica czy coś czym mogłabyś się podzielić z innymi?

<Sakura? Przepraszam, że takie wymęczone, ale nie ma głowy do pisania, a nie chciałam być tak długo nieaktywna>

niedziela, 2 grudnia 2018

Od Mauvais CD Sorciego

Dzisiejszy dzień minął dosyć dobrze, cały swój czas spędziłam głównie na tłumaczeniu innym, że w te święta, wcześniej czy później nie będzie żadnych obowiązków dla osób, które normalnie pracują na dworze. Mimo tego, że tego dnia w sumie tylko i wyłącznie mówiłam i czasami szukałam niektórych ludzi to i tak czułam się zmęczona, bardziej niż zazwyczaj. Wieczorem więc, zamiast usiąść w bibliotece w swoim kąciku, to postanowiłam wrócić do swojej komnaty, aby trochę odpocząć. Otworzyłam drzwi w momencie, kiedy ze środka rozległo się powitanie. Znałam ten głos bardzo dobrze.
- Cześć Sorci - odpowiedziałam krótko zamykając drzwi na klamkę, a Sorci odwrócił się, jednocześnie zaskakując mnie tym, że w swojej ręce trzymał worek z lodem, który już powoli się roztapiał - Cóż, pytanie czy coś się stało byłoby zwyczajnie głupie, więc pozwól, że tego pytania nie zadam - dodałam po kilku sekundach. Przez chwilę zastanawiałam się czy stać dalej w jednym miejscu, czy jednak pozbyć się tego okropnego koloru wokół oka Sorciego. Troska wzięła górę i już po ułamku sekundy podeszłam do mężczyzny i wyjęłam mu z ręki torebkę z lodem, po czym lekko musnęłam palcem jego przestrzeń pod okiem. Chwilę później skóra wróciła do swojego najnormalniejszego koloru na świecie, a ja cofnęłam się i na mojej twarzy pojawił się radosny uśmiech.
- Wiedziałeś, że tak potrafię? Nawet jeżeli nie, to chyba miło jest poznać pełen zakres możliwości drugiej osoby, prawda? - powiedziałam bezwładnie opuszczając rękę wzdłuż ciała.

<Sorci? Wybacz, że tak długo>

niedziela, 25 listopada 2018

Od Mauvais CD Sorciego

Więc o to mu chodziło... Ciekawa historia, może można by napisać nawet o tym książkę, jestem pewna, że wyszłaby z tego ciekawa historia.
- Chcesz zadać im pytanie? - usłyszałam głos Sorciego, po czym momentalnie odwróciłam wzrok w jego stronę. W sumie chyba nie było to potrzebne, bo dosłownie chwilę później ponownie mój wzrok powędrował w losową stronę. Czy chce się czegoś dowiedzieć?
- Na razie nie. Może kiedyś, ale w tym momencie nie - odpowiedziałam po dwóch czy trzech minutach milczenia i uśmiechnęłam się lekko do Sorciego. Już chciałam otworzyć usta, aby zaproponować szybki powrót do zamku, ale mężczyzna mnie ubiegł i zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć już stałam na znajomej podłodze w znajomej komnacie.
- Tak więc widziałaś, dlaczego nie wierzę w przeznaczenie - powtórzył siadając na skraju mojego łóżka. Pokiwałam głową i szybko usiadłam koło niego, jednocześnie wyciągając rękę, aby móc przytulić go do siebie.
- Przeznaczenie czy nie, jestem szczęśliwa, że tak się wszystko potoczyło -  powiedziałam wspaniałomyślnie, zamykając oczy i uśmiechając się radośnie. Chwilę trwaliśmy w milczeniu, ale raczej to było takie przyjemne milczenie, jakie rzadko można spotkać - Nie chciałabym zabierać ci więcej czasu, wiem, że masz wiele obowiązków, ja z resztą też - dodałam po kilku minutach i cofnęłam powoli ręce, które potem położyłam na kolanach - Wiesz, nie mogę się już doczekać wspólnych świąt i dekorowania zamku, jestem pewna, że to będzie wspaniałe przeżycie.

<Sorci?>

poniedziałek, 19 listopada 2018

Od Mauvais CD Sorciego

Podniosłam głowę i wyprostowałam się rozciągając mięśnie rąk. przez chwilę milczeliśmy oboje, więc uznałam, że to koniec opowieści i może warto się odezwać.
- W sumie niezbyt to się różni od obchodzenia świąt u mnie. Jedyne co jest inne to ostatnie dwa zdania, ja świętuję tak na poważnie jedynie jeden dzień, potem to tak okazjonalnie. Ale czuję się podekscytowana na myśl, że będę mogła uczestniczyć w innej tradycji - powiedziałam z uśmiechem na twarzy. Sorci również się do mnie uśmiechnął. Odwróciłam głowę i chwilę później się trochę zamyśliłam. Wpadłam na dziwny pomysł. Może jest trochę lekkomyślny, w końcu jednak to jest ich własna tradycja, coś czuję, że nie powinnam się do niej mieszać.
- Czy coś by się stało, gdybym przyszła wam pomóc? W kuchni, w dekorowaniu czy czymkolwiek innym? Może wtedy zobaczyłabym twoją rodzinę... w akcji. Bez tych zachowań zarezerwowanych dla innych arystokratów. Ciekawi mnie wasza relacja, to jacy są twoi bracia i siostry podczas zwykłej zabawy, podczas rodzinnego dekorowania zamku na święta. Myślę, że trochę za bardzo się rozpędzam, ale obiecałam częściej mówić o swoich uczuciach, więc chyba nie ma w tym nic złego. Chciałabym dołączyć do waszej społeczności, żeby niektórzy przestali we mnie widzieć królową innego kraju, a zaczęli dostrzegać bratową, mnie jako jedną z wielu w Twojej rodzinie - skierowałam swój wzrok znowu na Sorciego - Myślisz, że to byłoby coś złego?

<Sorci?>

środa, 14 listopada 2018

Od Mauvais CD Sorciego

Odwróciłam głowę w stronę ściany przede mną i zaczęłam rozważać wszystkie plusy i minuty takiego potencjalnego biegu wydarzeń. Trzeba przyznać, że chętnie bym spędziła święta z kimś... kimkolwiek. Zazwyczaj obchodziłam te dni w kilkuosobowym gronie, w którego skład wchodziłam ja, moi dziadkowie oraz dwóch zaufanych przyjaciół. Wszyscy inni wracali do swoich rodzin, do własnych spraw przynajmniej na te kilka dni.
- Dobrze - przytaknęłam delikatnie ponownie kierując wzrok z stronę Sorciego. - Przyjdę do was na święta, razem z moją skromną rodziną. Myślę, że dobrze mi zrobi czas spędzony w tych dniach z większą ilością osób. Będę mogła w końcu się do czegoś takiego przyzwyczaić - uśmiechnęłam się sięgając ręką ku nadal zapalonej świeczce. Zdusiłam ogień w palcach i otrzepałam dłoń z resztek zwęglonego knota.
- Pozostając w temacie, jak u ciebie się obchodzi święta? Wolę się upewnić, aby nie strzelić jakiejś głupiej gafy, bo pewnie tradycje u was są inne niż u mnie. Swoją drogą, cieszę się, że miałam okazję, by zadać takie pytanie, bo chcąc nie chcąc takie rzeczy mnie interesują. Oczywiście mniej niż inne, te lepsze, ale jednak. Wiem, że można się tego dowiedzieć z książek, spisów i kronik, ale zawsze lepiej jest to usłyszeć od kogoś, kto to faktycznie przeżył. Trochę odstąpiłam od tematu... Wracając, więc jak się u ciebie obchodzi te szczególne dni, Sorci? - oparłam brodę na dłoniach, a ręce z kolei położyłam na udach i w tym momencie sprawiałam pewnie wrażenie pilnej uczennicy, która dokładnie słucha słów swojego nauczyciela i boi się opuścić chociaż jeden wyraz.

<Sorci?>

poniedziałek, 12 listopada 2018

Od Mauvais CD Sorciego

Obudziłam się na krótko przed dziesiątą rano. Zazwyczaj śpię trochę dłużej, z racji tego, że zostaję do późna i obserwuję to, co się dzieje za moim oknem kiedy inni zwyczajnie już gaszą światło. Lubię patrzeć na ciemną, szarą rzeczywistość zza grubego szkła.
Obudziłam się wcześniej, więc postanowiłam zrobić coś produktywnego, a mianowicie spalić pewną karmazynową kopertę. Odrzuciłam pierzynę na bok i podeszłam do ciemnobrązowego biurka, gdzie w rogu leżała mała, niepozorna karteczka. Z niechęcią ją wzięłam i wróciłam do łóżka. Kiedy jednak sięgnęłam by zapalić świeczkę, usłyszałam znajome trzaśnięcie. Jak mogłabym się spodziewać, odwiedził mnie Sorci, który niedługo po zmaterializowaniu się w mojej sypialni podszedł do mnie i pocałował delikatnie.
- Czuję się dobrze, a w tym przypadku słowo "dobrze" znaczy mniej więcej tyle samo, co ma znaczyć, a nie "dobrze" w sensie "źle, ale powiem tak, żebyś się nie martwił" - odpowiedziałam na wcześniejsze pytanie i szybkim ruchem zapaliłam świeczkę.
- Co robisz? - zapytał Sorci siadając na krańcu materaca. Popatrzyłam na niego przez chwilę, a potem powoli wsunęłam czerwoną kopertę do ognia.
- Palę to, co mi kiedyś pozwalało się utrzymać przy zdrowych zmysłach. Lecz teraz po prostu tego nienawidzę, więc pozbywam się tego - szarawy popiół z kartki pojawił się na ciemnej szafce - Niestety, być może nie dowiesz co to było, bo jak widzisz tyle z tego zostało, a ja ci o tym nie powiem - usiadłam koło niego uśmiechając się nieco złośliwie.

<Sorci?>

Od Mauvais CD Sorciego

Granych było kilka piosenek, rozpoznałam po różnych melodiach, z czego każda miała jakiś wątek przewodni. Śpiewali po niemiecku, którego dopiero się uczę, ale rozumiałam ogólny sens słów. Po paru minutach muzyka ucichła.
- I jak ci się podobało? - zapytał Sorci kiedy wybrzmiało ostatni dźwięk. Patrzyłam na niego przez chwilę, a potem ponownie odwróciłam się w stronę grających osób.
Uśmiechnęłam się radośnie.
- Macie talent, wiecie o tym? Niewiele rzeczy potrawie wywołać u mnie prawdziwy, promienny uśmiech, a wy sprawiliście, że takowy się pojawił na mojej twarzy. Mam szczerą nadzieję, że zawitacie kiedyś w Syntherii, chętnie posłucham waszych piosenek jeszcze raz. Bądźcie pewni, że zawsze będziecie miło widziani w skromnych progach mojego zamku - skłoniłam się umiarkowane z szacunkiem, chcąc jednocześnie okazać całą moją wdzięczność. Oliver odwzajemnił mój wcześniejszy uśmiech i również się lekko ukłonił. Kolejne minuty i godziny spłynęły na rozmowach i wspomnieniach, bardzo przyjemnych rozmowach i wspomnieniach. Głównie jednak mówił brat Sorciego i jego żony, czasami z tłumu wybiła się Satine i jej siostra. A jednak ja siedziałam cicho, nie odzywałam się dopóki ktoś się bezpośrednio do mnie nie zwrócił. Nadal za większą rozrywkę uważałam obserwowanie ludzi, niż sprawienie, bym ją była obserwowana. Myślę, że jakiś czas minie zanim przyzwyczaję się do tego, że powinnam częściej się wypowiadać.
- Chętnie bym pobyła z wami dłużej, ale niestety muszę wracać do moich obowiązków w państwie. Jeszcze raz dziękuję za pokaz. Miło było was wszystkich poznać - uśmiechnęłam się i pomachałam lekko ręką na pożegnanie. Ułamek sekundy zniknęłam i pojawiłam się w swojej własnej sypialni.

<Sorci?>

niedziela, 4 listopada 2018

Od Mauvais CD Sorciego

Znowu się uśmiechnęłam i wyciągnęłam rękę, aby dotknąć zimnego srebra, z jakiego była zrobiona róża.
- Wiesz, mnie nie jest łatwo zniechęcić. Przecież oboje w ciągu sekundy możemy pokonać setki kilometrów, więc przecież taki związek to nie problem. Myślę, że sobie poradzimy, na pewno sobie poradzimy. A jeżeli chodzi o to - wskazałam na srebrzystą, lśniącą różę - chętnie zostanę twoją żoną. Rozumiem, że twoim zdaniem to będzie ciężkie, w końcu Venatorzy potrzebują doskonałego przywódcy, a mój kraj musi mieć kogoś, kto będzie trzymał nad nim pieczę. Ale to nie będzie taki typowy związek na odległość. No może będzie, do czasu - popatrzyłam na Sorciego, który jakby nie rozumiał moich ostatnich słów. Cóż, wiadomo, czasami nie potrafię się dobrze wysłowić i przekazać całkowitego sensu moich słów - Już tłumaczę; kiedy spłodzę potomka, kiedy dorośnie i osiągnie odpowiedni wiek, aby móc samodzielnie rządzić państwem, będę mogła spokojnie oddać mu tron, a wtedy już nie będę tutaj potrzebna. Będę mogła podróżować przez cały rok, być w innym miejscu przez dłużej niż dwa, trzy dni. Mogłabym wtedy w spokoju zostać w Transylwanii nawet trzy miesiące z rzędu i dotrzymywać ci towarzystwa. Kiedy następca tronu będzie potrzebował pomocy, mogę przecież mu pomóc znikając z Valahii na kilka godzin czy dni. Wszystko będzie zależało od sytuacji, wiesz?
Zaakceptowałam boski plan, przestałam się martwić o moją przyszłość, wiedziałam, że po prostu tak musi być. Sorci najwyraźniej również przestał się zadręczać i wkrótce potem złocisto-srebrny pierścionek znalazł swoje miejsce na jednym z palców mojej dłoni. Czułam się szczęśliwa, tak bardzo, że nawet nie pamiętam kiedy ostatnio pojawiła się u mnie tak silna emocja.

<Sorci?>

sobota, 3 listopada 2018

Od Mauvais CD Sorciego

Uśmiechnęłam się lekko i pozwoliłam, aby tajemnicza melodia się skończyła, aby zabrzmiał ostatni dźwięk i dopiero po tym postanowiłam uwolnić się z uścisku Sorciego. Popatrzyłam na niego i okazało się, że wyglądał podobnie do mnie. Z łatwością można było zauważyć jeszcze wilgotne ślady na jego policzkach. Opuściłam ręce swobodnie wzdłuż ciała i zaczęłam się ślepo wpatrywać w jakiś punkt za Sorcim.
- Jesteś w stanie mnie opuścić, przy okazji wystawiając swoją psychikę na próbę, tylko po to, abym pozbyła się tego głupiego bólu? Ehehe~, kocham cię bardziej niż cokolwiek innego Sorci, dlaczego niby dałabym ci mnie opuścić? Myślałam, że domyśliłbyś się, że na to nie pozwolę. Miałabym pozwolić ci odejść w tym czasie, w którym widzę twój ból wymalowany na twarzy? - zaśmiałam się krótko, kręcąc głową, przenosząc wzrok ponownie na Sorciego - Zabiłoby mnie to, nie tylko dlatego, że nienawidzę, kiedy inni przeze mnie cierpią, ale też dlatego, że po prostu na twoim szczęściu zależy mi bardziej niż na jakiejkolwiek innej osoby. Ale doceniam, że powiedziałeś mi to. Mimo, że wiedziałam już wcześniej do czego jesteś zdolny, jeżeli chodzi o miłość, to zawsze miło jest to usłyszeć. I skoro decyzja należy do mnie to... ja bardzo chcę abyś został. Nie martw się o mnie, jestem szczęśliwa, że spotkało mnie w życiu coś dobrego. Nie przejmuj się moim zdrowiem, wiem, że teraz będzie tylko lepiej. Doskonale wiem, że nie jesteś w stanie zmienić swojego uczucia, ja też nie jestem w stanie, więc chyba będzie lepiej, kiedy oboje przestaniemy z tym walczyć. Jeżeli dla ciebie mamy sens, to wiedź, że uczucie to nie jest niczym złym. Nie będziesz czekał ani sekundy dłużej, wiesz? Jestem tutaj dla ciebie i nie obchodzi mnie to, co ludzie sobie pomyślą. Bałam się, że to wszystko nie ma sensu, ale teraz widzę, że nie ma czegoś, co jest bardziej sensowne. Kocham cię i chcę, żebyś został ze mną na zawsze, a ja zostanę z tobą nawet dłużej.

<Sorci?>

Od Mauvais CD Vlada

Usiadłam przy długim stole i popatrzyłam na te wszystkie wspaniałości, które leżały na stole i oszałamiały swoim wyglądem i miałam pewność, że będą takie również w smaku. Uśmiechnęłam się odwracając się w stronę Vlada.
- Dziękuję, mam pewność, że właśnie tak będzie - odpowiedziałam na wcześniejszą wypowiedź i  z powrotem skierowałam swój wzrok w stronę talerzyka, który był przede mną. Powoli nałożyłam sobie na niego pierwszy deser, jakiego miałam zamiar spróbować, uważając jednocześnie, żeby nie uszkodzić pozornie delikatnej struktury tego cuda.
~*~
Tak jak myślałam, wszystko było wyborne, chętnie bym jadała takie częściej w siebie. Nie mówię, że syntheriańskie ciasta i desery są złe, wręcz przeciwnie, są zachwycające, zwłaszcza te, które podaje się zimą i na wielkich uroczystościach, lecz nie da się ukryć, że te są na tym samym, jak nie na wyższym poziomie. Delikatnie wstałam od stołu i podeszłam cicho ponownie do Vlada, który już wcześniej opuścił swoje miejsce przy stole.
- Jeszcze raz dziękuję za zaproszenie, wszystko było świetne, nawet bardziej niż świetne - powiedziałam zamykając oczy i uśmiechając się lekko.

<Vlad?>

piątek, 2 listopada 2018

Od Mauvais CD Sorciego

Podniosłam lekko jedną rękę, chcąc jakby dotkną Sorciego, by móc pokazać to wszystko, co kłębi się we mnie już od dłuższego czasu. Jednak zatrzymałam się w połowie. Nie, nie, nie. To przyszło zbyt łatwo. Pomyślałam sobie, że chciałam, by Sorci czuł to samo co ja i nagle to się zdarzyło? Nie wierzę w cuda, a przynajmniej nie w takie. Moja ręka swobodnie opadła na miękki materiał spódnicy. Przymknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech, starając się nie wybuchnąć płaczem, po prostu starałam się nie zalać tego miejsca moimi łzami.
- Wiesz Sorci, nie zrozum mnie źle... Bardzo chciałabym, żebyś mnie kochał, żeby wszystko było takie piękne jak to określiłeś, ale... sęk w tym, że za łatwo to wszystko mi przyszło. Dlaczego cokolwiek miałoby w moim życiu przyjść łatwo? Już spieszę z tłumaczeniem; po nieszczęśliwym zakochaniu w wieku lat siedemnastu, zaczęłam myśleć, że nikomu, prócz rodziny, na mnie nie zależy, a przynajmniej w ten sposób. Kiedy ktoś mówi mi, że mnie kocha czuję się tak samo jak wtedy kiedy ktoś próbuje o mnie dbać. Cholera... To boli bardziej niż myślałam... - otarłam rękawem oczy, które już zaczynały robić się wilgotne. Mimo wszystko, mężczyzna stojący przede mną brzmiał szczerze, a przynajmniej ja chciałam tak sądzić - Ale, żeby było jasne, Sorci, chcę w to uwierzyć. Z całych sił pragnę uwierzyć w to, że ktoś mnie pokochał. I chyba w-wierzę to, naprawdę w to wierzę. I tylko to się dla mnie liczy-! Więc dlaczego tak się czuję, Sorci? Powinnam być teraz szczęśliwa. Więc dlaczego to tak boli? Wszystko tak boli - niewiele myśląc, objęłam Sorciego rękami, wtulając twarz w jego klatkę piersiową. Po kilku sekundach milczenia, wzięłam głęboki oddech starając się uspokoić  - Boję się. Tak bardzo się boję. Boję się, że to uczucie nie ma przyszłości. Byłam zbyt słaba i pokochałam cię za bardzo. Sorci, kocham cię tak bardzo, że aż jestem gotowa umrzeć! Tak się właśnie czuję. Zależy mi na tobie bardziej niż na kimkolwiek innym, rozumiesz?

<Sorci?>

Od Mauvais CD Sorciego

Usiadłam na krześle i odwróciłam się w stronę Satine i Roxane, które to patrzyły na mnie z tym samym błyskiem w oczach i tym samym uśmiechem.
- Rzeczywiście, to widoczne, że jesteście... bardzo do siebie podobne - odpowiedziałam dyplomatycznie, a Satine klasnęła cicho w dłonie, a potem lekko się cofnęła, przez co wyglądała, jakby się modliła. Panowała cisza, co mi odpowiadało, bo mogłam w spokoju wysłuchać własnych myśli, ale jednak postanowiłam to przerwać - Pamiętam, że kiedyś chciałam aby Bóg dał mi siostrę, a jeżeli nie, to brata. Chciałam po prostu mieć jakiekolwiek rodzeństwo i jakąkolwiek rodzinę w moim wieku, z którą mogłabym dzielić każdą radosną chwilę. Ale jednak tak się nie stało aż to teraz, więc raczej nie zdarzy się nigdy, przynajmniej ja tak myślę. Ha, nawet mam wrażenie, że lepiej mi się żyje bez kogoś takiego, nie wiem jak to by było, gdybym nagle miała młodsze rodzeństwo. Cieszę się tym co mam i tym jak żyję, a to chyba jest najważniejsze w dzisiejszym świecie - uśmiechnęłam zamykając oczy (no wiecie, coś takiego). Dla odmiany zostałam obdarzona uśmiechem od Roxane, a potem nastała cisza, bo ten prawdziwy obiad się zaczął.
~*~
- Dziękuję bardzo za zaproszenie, było wyborne. Niestety muszę już wracać do siebie. Miło było was wszystkich zobaczyć - ponownie pochyliłam głowę i zniknęłam zanim ktokolwiek mógł zaprotestować. Wylądowałam od razu na miękkim materacu w mojej komnacie, z głową w poduszce, nie mając zamiaru się ruszyć. Czy Sorci ma rację? Czy nie ważne jak bardzo bym próbowała, nigdy nie zadowolę wszystkich, a nawet jeśli to sama nie będę widziała żadnego sensu egzystencji? Myślę, że z dwojga złego, lepsza jest druga opcja, przynajmniej wszyscy będą szczęśliwi, a ja będę szczęśliwa, że tak właśnie jest. W końcu będę mogła spokojnie zastanowić się nad sensem całego świata, bez obawy, że ktoś przyjdzie i będę musiała mu się tłumaczyć z tego co czuję, dlaczego to czuję oraz jak mogę się tego pozbyć. A co jeśli ja nie chcę się tego pozbyć?
Mimo, że jeszcze słońce swobodnie wpadało do mojej komnaty przez szklane okno, to jednak zasnęłam, wyczerpana dzisiejszym dniem.

<Sorci?>

Od Mauvais CD Sorciego

Podążyłam wzrokiem za wybiegającym z sali chłopcem, który najprawdopodobniej był synem, o którym Sorci mi mówił wcześniej. Kiedy drzwi się za nim zamknęły odwróciłam głowę, w stronę kobiety, która stała przede mną.
- Mam nadzieję, że zostaniesz z nami na obiedzie, Wasza Wysokość. Jestem Satine, żona Sorciego i hrabina Transylwanii - powiedziała z radosnym uśmiechem, a z jej oczu bił ciepły blask. Jednak mimo tego, że jej nastawienie było nadzwyczaj zaraźliwe, to nie potrafiłam się szczerze uśmiechnąć. Zamiast tego na mojej twarzy pojawił się promienny grymas, który miałam opanowany do perfekcji. 
- Myślę, że będę mogła chwilę z wami zostać, Pani. Mauvais Akazawa, miło mi Ciebie poznać - pochyliłam głowę, by móc w spokoju zmyć z siebie fałszywe emocje. Po chwili się wyprostowałam, starając się wyglądać na najbardziej spokojną na jaką było mnie stać. Satine jeszcze szerzej się uśmiechnęła i ze słowami pożegnania wyszła z sali. Odprowadziłam ją wzrokiem, po czym skierowałam się w stronę Sorciego.
- Czytałeś "Panią Zamieć", czyż nie? Chwilę stałam przed drzwiami, nie chciałam wam przeszkadzać. Pamiętam jak czytano mi to, jak miałam osiem lat, codziennie do snu zanim jeszcze polubiłam prowadzić nocny tryb życia. Miło jest sobie odświeżyć dawne wspomnienia - splotłam ręce na plecach - Cóż, przyszłam cię przeprosić, bo jednak sumienie nie daje mi spokoju. Okłamałam cię, wtedy kiedy tak nagle wyszłam nie miałam nic do roboty. Byłam jedynie przygnębiona, a dalsza rozmowa z tobą mogłaby doprowadzić do tego, że zbytnio bym się otworzyła, a tego nie chciałam. Znając życie martwiłbyś się, bądź próbowałbyś mnie pocieszać. A ja tego nie chcę, nie lubię kiedy ludzie chcą mnie zrozumieć i pocieszyć. Mam mieszane uczucia kiedy niektóre osoby próbują o mnie dbać. Czasami jest mi miło... Ale prawie zawsze mam wrażenie jakby ktoś mnie w ten sposób bił po całym ciele. Więc chowam wszystko głęboko w sobie i próbuję to zagłuszyć codziennym życiem. Dlatego nie mówię zbyt wiele o sobie, chcę, żeby każdy żył swoim życiem i nie przejmował się mną, ponieważ to jednak bardziej rani niż sam powód mojego przygnębienia, wiesz? I dlatego chcę uczynić wszystkich szczęśliwymi. Żeby tylko się o mnie nie martwili. 

<Sorci?>

czwartek, 1 listopada 2018

Od Mauvais CD Sorciego

Przez chwilę milczałam wpatrując się w podłogę. Cóż, nie za bardzo wiedziałam co mam na to odpowiedzieć, bo każde słowa w tym momencie wydawały mi się niesamowicie głupie. W końcu zdecydowałam się odezwać.
- R-rozczarować? Oczywiście, że nie, dlaczego niby miałoby się tak stać? Po prostu chciałam się jeszcze czegoś o tobie dowiedzieć, n-nie kryło się za tym żadne drugie dno, skądże znowu. Ja sama urodziłam się w rodzinie, gdzie od lat przestrzega się prawa, że małżonek jest jeden, jeden na całe życie. Ale zawsze miło jest się dowiedzieć o innych odłamach tej samej religii, jakie mają tradycje i jakie prawo - zanim zdążyłam się powstrzymać, plątanina słów wydobyła się z mojego gardła. Ehh, zazwyczaj potrafię powiedzieć coś bardziej sensownego - Mam nadzieję, że się nie obrazisz, jeżeli teraz cię przeproszę i powrócę do swoich obowiązków. Mimo, że tego nie widać, mam wiele rzeczy do zrobienia. Plus, czekam na ważne listy od rodziny, które w sumie mogą pojawić się w każdej chwili, wiesz? - dodałam po chwili, a Sorci uśmiechnął się ciepło. Odwzajemniłam gest, chwyciłam szybko karmazynowe pudełko i wyszłam z biblioteki. Nie mam pewności czy Sorci tam został, czy wraz z moim wyjściem zniknął. Nie kłamałam, czekałam na ważny list, więc poszłam do swojej komnaty, gdzie zazwyczaj takowe listy otrzymywałam. Usiadłam na łóżku i nagle ogarnęło mnie dziwne uczucie... takiego wewnętrznego rozdarcia. Pierwszy raz poczułam taką emocję, więc nie za bardzo wiedziałam co mam z tym zrobić. Zwłaszcza, iż towarzyszyło temu uczucie bezradności i rozpacz, prawie taka sama jak ta, która pojawiła się podczas wizji śmierci mojego ojca. Żal, który wziął się znikąd. Kiedyś czytałam książkę, w której główna bohaterka wyładowała swoje emocje poprzez pisanie wierszy i krótkich historyjek. Może coś jest w tej metodzie?
~*~
Skończony poemat został zamknięty w czerwonej kopercie z pieczęcią mojego rodu w rogu. Rzuciłam go na szafkę nocną, wkurzona, że powstało to co powstało. Myśleliście, że widzieliście psychopatkę? Udowodnię wam, jak bardzo się myliliście.
"Get out of my head. Get out of my head. Get out of my head. Get out of my head. Get out of my head. Get out of my head. Get out of my head. Get out of my head. Get out of my head. Get out of my head. Get out of my head. Get out of my head. Get out of my head. Get out of my head. Get out of my head. Get out of my head. Get out of my head. Get out of my head. Get out of my head. Get out of my head. Get out of my head. Get out of my head. Get out of my head. Get out of my head. 
Get.
Out.
Of.
My.
Head.

Get out of my head before I do what I know is the best for you. 
Get out of my head before I listen to everything I said to you.
Get out of my head before I show you how much I love you.
Get out of my head before I finish writing this poem.
.
.
.
But a poem is never actually finished.
It just stops moving."

To jest "psychopatka".

<Sorci?>

Treść wiesza nie jest moja. Pochodzi ona z gry "Doki-Doki Literature Club!" należącej do Team Salvato. 
Owy wiersz jest poematem Sayori, a pojawia się tuż przed zakończeniem Aktu I. Napisałam tłumaczenie, mogę je przesłać chętnym.  

środa, 31 października 2018

Od Mauvais CD Sorciego

Szukanie różnych wiadomości na temat swojej przeszłości jest niezwykle interesującym zajęciem. Dlatego większość czasu pochłaniały, poza różnego rodzaju ćwiczeniami, wizyty w bibliotece, gdzie codziennie pożyczano dla mnie nowe księgi na temat moich przodków. Znalazłam tam nawet osobny rozdział o mojej rasie, a raczej... o tej mieszaninie wielu genów, jaką w sobie posiadam.
Byłam właśnie w trakcie trzeciej lektury z pięciu, jakie miałam zamiar przeczytać w tym tygodniu, kiedy to nagle z moich rozmyślań wyrwał mnie charakterystyczny cichy trzask oznajmujący, że własnie ktoś się obok mnie zmaterializował. Podniosłam głowę znad książki i spojrzałam lekko w bok, skąd ten dźwięk się wydobył. Stał tam Sorci, co w sumie było jednocześnie do przewidzenia, a jednocześnie było zaskoczeniem. Nie odwiedzał mnie od dawna, ja również tego nie robiłam, zgodnie z obietnicą nie wzywałam go, chociaż czasami pokusa była duża. Po kilku słowach przywitania, Sorci wyciągnął z kieszeni niewielkie pudełeczko, oprawione w miękki, karmazynowy aksamit.
- Mam nadzieję, że ci się spodoba - podał mi pudełko, które z fascynacją wzięłam do ręki. Cóż, wszystko wskazywało na to, że jest to prezent. Nie byłam do tego przyzwyczajona, zazwyczaj nie dostaję ich zbyt dużo, a raczej nie pozwalam ich sobie dawać. Delikatnie otworzyłam tajemniczą szkatułkę, a moim oczom ukazał się naszyjnik na cienkim, czarnym rzemyku. Podniosłam go, tak, aby zawieszony na nim talizman czy amulet wisiał na wysokości moich oczu. Był to mlecznobiały, lekko zakrzywiony kieł jakiegoś wielkiego zwierzęcia, a najwyższą część przesłaniała warstwa srebra z rozmaitymi wzorami na niej wygrawerowanymi. Uśmiechnęłam się ciepło do Sorciego.
- Dziękuję ci, bardzo ci dziękuję. Naprawdę podoba mi się, zresztą nawet bardziej niż znany ci srebrny dzwonek - odłożyłam karmazynowe pudełko na stół, a rzemyk zapięłam sobie na szyi, pozwalając by na moim ubraniu widniała biała plama - Przy okazji, skoro tu jesteś, opowiem ci o ciekawym zjawisku, usiądź proszę.
Mężczyzna odsunął krzesło i przysiadł, jednocześnie nachylając się w stronę książki, którą przysunęła w jego stronę.
- Ponoć moja krew składa się z takiej ilości różnych składników, że aż straciła część swoich właściwości. Ale może najłatwiej będzie to wyjaśnić inaczej... Nie jestem niezniszczalna. Mogę umrzeć, tak samo jak moi dziadkowie. Tyle, że różnica jest taka, że nie ze starości czy w walce, bo jestem długowieczna i odporna na rany oraz utratę krwi, jeżeli jest to spowodowane ciosem innej osoby. Ale nie na coś, co sama sobie zadaję. To dlatego mój ojciec zginął. Umarł, ponieważ tego chciał. Zrobił to z własnej, nieprzymuszonej woli, więc zostało to potraktowane jako świadoma decyzja. W skrócie; mogę umrzeć, jeżeli dobrowolnie poświęcę się za kogoś bądź popełnię samobójstwo - zamknęłam książkę, którą pokazywałam Sorciemu.

<Sorci?>

czwartek, 25 października 2018

Od Mauvais CD Sorciego

Pokręciłam głową, dając jednoznaczną odpowiedź na zadane pytanie.
- Oczywiście, że nie. Tak wygląda życie, nie będę się narzucać. Udanych łowów - powiedziałam na pożegnanie i natychmiast zniknęłam, aby dalej nie przeszkadzać w przygotowaniach. Cieszę się, że mogłam mu ostatecznie podziękować, chociaż to i tak nie oddale wszystkiego tego, co czuję.
Kiedy ponownie wylądowałam w mojej sypialni, pełna energii wybiegłam przez drzwi. Miałam ochotę zrobić dzisiaj coś produktywnego, nie ważne co.
- Hmm, co by tu zrobić... Raczej nikt mi nie pozwoli na jakiekolwiek prace wymagające wysiłku fizycznego, a nie będę przecież narzekać i wiercić dziury w brzuchu. Może po prostu poćwiczę trochę rzuty nożem albo strzały z łuku? - mruczałam do siebie, kiedy to mijałam kolejne korytarze w zamku, usiłując wydostać się na zewnątrz. Szybko skierowałam się do niewielkiego pokoiku, w sumie takiego magazynu, chwyciłam swój zestaw dwóch broni i wybiegłam przez otwarte drzwi zamku.
~*~
Nie wiem ile czasu minęło. Nie liczyłam jakoś specjalnie dni, a po prostu w biegu zapominałam czy coś wydarzyło się wczoraj czy przedwczoraj. Oczywiście, pamiętałam o obietnicy danej Sorciemu i nawet nie tykałam srebrnego dzwonka, który zajął swoje miejsce w szafce przy łóżku. Prawdopodobnie minęły dwa tygodnie, plus minus dwa dni. W międzyczasie szukałam informacji o ojcu i matce, o sposobie ich panowania czy innych takich. Znalazłam ponad dziesięć ksiąg, które opisują tamte czasu. Pochłaniałam lekturę za lekturą, z fascynacją czytając podczas ciemnych nocy, przy świetle świeczek.
- Bardzo pasjonująca historia - mruknęłam do siebie, kiedy skończyłam ostatni rozdział dwunastej i ostatniej kroniki. Ziewnęłam i zwinęłam się w kłębek przykrywając się pierzyną.

<Sorci?>

środa, 24 października 2018

Od Mauvais CD Sorciego

Wierz w siebie... Słowa, które są banalne, jednak potrafiły mnie trochę unieść na duchu. Otarłam oczy przegubem ręki i uśmiechnęłam się ciepło do Sorciego.
- Dziękuję... Jesteś dobrym słuchaczem, to się ceni w dzisiejszych czasach. Postaram się znaleźć inne informacje na temat czasów panowania moich rodziców - pochyliłam się lekko do przodu, chcąc pokazać moją wdzięczność - Myślę, że musisz już iść, nie chciałabym przeszkodzić ci w codziennych obowiązkach - powiedziałam, gdy się wyprostowałam. Sorci również się do mnie uśmiechnął, jednocześnie zamykając oczy przygotowując się do teleportacji.
- I mimo, że bolało... Dziękuję, że mi to pokazałeś, a raczej umożliwiłeś mi zobaczenie tego - uniosłam do góry dłoń, którą chwilę później pomachałam na pożegnanie. Mam tylko nadzieję, że mnie słyszał, bo dosłownie ułamek sekundy później zniknął, a ostatnim śladem po jego obecności tutaj był drobny podmuch wiatru, który poczułam na skórze. Westchnęłam głęboko i odwróciłam się w stronę mojego łóżka, do którego chwilę potem weszłam i zakopałam się w miękkich poszewkach i poduszkach. Może czas w końcu kogoś posłuchać i zacząć wierzyć w to, że sobie poradzę? Że podołam zadaniu, jakie na mnie nałożono. Powoli przymknęłam oczy, ale przed tym zdążyłam jeszcze ułożyć sobie w głowie moją myśl, według której będę postępować podczas mojego panowania.
~*~
Zmiana planów. Postanowiłam przetransportować się do Transylwanii. Nie powinno być trudne odnaleźć Sorciego, bardziej obawiam się, żeby nie pomyślał, że jestem natrętną dziewczynką, która wpycha się między niego, a jego życie. Przecież to przeciwko mojej myśli przewodniej. Ale raczej mała wizyta nie powinna zaszkodzić, zwłaszcza taka kilkuminutowa.
~*~
Rzeczywiście, nie było to skomplikowane. Okazało się, że trafiłam najbliżej jak się da. Niedaleko siedziby Venatorów. Raźnym krokiem skierowałam się do środka. Od razu mnie zauważono, wszyscy, więc można się domyślić, że Sorci również.
- Mauvais? - zapytał lekko zdziwiony, a ja pokiwałam energicznie głową.
- Pomyślałam, że cię odwiedzę, tak na kilka minut. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko... - wolałam się upewnić zanim strzelę jakąś gafę. Mężczyzna pokręcił głową.
- Widzę, że jesteś dzisiaj w humorze - stwierdził jeszcze bardziej zdziwiony. Przecież oboje pamiętamy, co się stało wczoraj. Zamyśliłam się na chwilę, aby ułożyć sobie w głowie odpowiedź.
- Wiesz... twoje słowa mnie pocieszyły. A poza tym postanowiłam częściej okazywać swoje uczucia. Okazuje się, że to nie jest wcale takie trudne, a raczej wychodzi mi na dobre, nieprawdaż? Poza tym, w końcu znalazłam zdanie, według którego będę postępować. I myślę, że właśnie tego chcieliby moi rodzice, abym znalazła coś dla siebie ważnego, jakiś cel, zdanie czy tak dalej - Sorci popatrzył na mnie wyczekująco dając mi znak, abym kontynuowała - Po prostu żyj i daj żyć innym

<Sorci?>

wtorek, 23 października 2018

Od Mauvais CD Sorciego

Chwilę z życia rodziców, którą chcę zobaczyć... Chciałabym wiedzieć dlaczego ich straciłam. Czas, kiedy ich los był już przesądzony. Resztę znajdę w kronikach, wyciągnę to z umysłu ludzi na dworze. Po prostu chcę zobaczyć ostatni dzień ich życia, zobaczyć jak to się stało, że nie ma ich dzisiaj przy mnie.
- Chcę zobaczyć dzień, w którym zginęli - wyszeptałam to siebie w myślach, kiedy to obraz przed moimi oczami zaczynał się zmieniać. Nie wiedziałam już mojej sypialni, a ciemnoczerwoną mgłę, która powoli przeistaczała się w znany mi pokój. Na początku widok był niewyraźny, ale powoli kontury zaczęły się wyostrzać. I po chwili ujrzałam scenę, która tak bardzo chciałam zobaczyć. Dowód tego, że Nemes Hasan kochał moją matkę nad życie. Kochał ją do końca, nawet wtedy, kiedy do jej spoconej twarzy przyklejały się ciemno różowe włosy, kiedy walczyła o każdy oddech, aby móc w końcu w spokoju wyzionąć ducha i opaść na jedwabną poduszkę. Rozpacz emanowała w powietrzu, można było ją zobaczyć gołym okiem, każdy by zobaczył jak były król cierpi. I wtedy scena się zmieniła. Domyślam się, że to ostatnia noc z życia mojego ojca... Jedynym źródłem światła był księżyc, ale i tak mogłam zobaczyć co się tutaj działo. Ojciec, mój własny ojciec, wisiał nieżywy około metra nad ziemią. Mimo wszystko było to o wiele bardziej bolesne niż widok umierającej matki. Mimowolnie pozwoliłam, aby na moich policzkach pojawiły się mokre ślady po łzach.
- Chcę wrócić... - wyszeptałam zamykając oczy i potrząsając głową - Chcę wrócić! - krzyknęłam zrozpaczonym tonem i usłyszałam jak obraz z przeszłości rozbija się na tysiące kawałków, zupełnie jakby było zrobione ze szkła. Dźwięk tłuczonej porcelanowej zastawy stołowej sprawił, że znowu wokół mnie pojawiła się ciemnoczerwona mgła, a po sekundzie poczułam, że znowu siedzę na krześle. Oczy miałam zamknięte, twarz zasłoniłam rękami, a łokcie oparłam na udach. Siedziałam i nie ruszałam się, po prostu nie miałam na to ochoty.

<Sorci?>

Od Mauvais CD Sorciego

O nie, nie, nie, nie. I po co ja dzwoniłam tym cholernym dzwonkiem, co? Oczywiście zachciało mi się gadać z kimś rano i nie mogło to zaczekać przynajmniej do południa. Czasami jestem głupsza od bezmózgiego przedmiotu.
- P-poczekaj! Wyjdę i zaczekam za drzwiami, a ty na spokojnie się ubierzesz, dobrze? W sumie nie masz tego no... wyboru, raczej nie pozwoliłabym na to, żebyś musiał chodzić po jakichś zakamarkach zamku - zaczęłam mówić bez ładu i składu. Kurde, Mauvais, zazwyczaj kiedy musisz, potrafisz powiedzieć sensownie więcej niż trzy słowa na krzyż. Nacisnęłam klamkę i wybiegłam z mojego pokoju. W tym samym momencie co przekroczyłam próg zatrzasnęłam drzwi i oparłam się plecami o ścianę osiem centymetrów dalej. To... to nie było coś, na co byłam przegotowaną i raczej nigdy nie będę na coś takiego przygotowana. Po prostu to było... szokujące. Szokujące i niezręczne zarazem. Zamknęłam oczy i zakryłam dłonią czoło, na którym ręka zatrzymała się tylko przez kilka sekund. Odgarnęłam sobie włosy z oczu i bezwładnie opuściłam rękę, która z cichym hukiem uderzyła o ścianę za mną. Popatrzyłam kątem oka na klamkę, która chwilę później opadła, a potem drzwi całkowicie się otworzyły. W progu stanął Sorci, ubrany, dodatkowo wyglądający jakby dopiero co tutaj się pojawił. Żadnych charakterystycznych emocji na twarzy, więc odczytałam to jako dobry znak. Weszłam do pokoju że spuszczonym wzrokiem, później od razu kierując się w stronę krzesła przy stoliku, który stał w kącie komnaty. Kiedy na nim usiadłam, wzięłam głęboki oddech.
- Przepraszam! Wiem, że powiedziałeś, że mogę zadzwonić kiedy chce, ale odnoszę wrażenie, że nie powinnam cię wzywać tak wcześnie. Powinnam była się domyślić, że najprawdopodobniej śpisz albo coś, ale niestety, egoizm u mnie wziął górę w tym momencie. Odczuwałam wielką potrzebę porozmawiania z kimś kto potrafi mnie wysłuchać, bo pewnie jak każdy władca przeżywam rozterki. Cóż, skoro już tu jesteś to może powinnam od razu przejść do rzeczy. W skrócie chodzi o to... Mam wrażenie, po prostu to czuję, że coś robię nie tak. Coś, chociaż nie wiem co, idzie mi źle, powoduje to niezadowolenie i pewnie przez to zwracają się do mnie... Chłodniej niż zazwyczaj. Początkowo myślałam, że to chodzi o to, że często podróżuję, ale szybko wybito mi ten pomysł z głowy. Teraz sądzę, że porówują mnie to mojego ojca. Pewnie on zrobił coś, czego ja zrobić nie chce, bądź nie jestem w stanie. Ale nikt nie chce mi powiedzieć co to jest, a sama z nim porozmawiać, jak wiesz, nie mogę. I reasumując; sądzę, że jestem złym władcą, źle panuję nad ludem, mam źle pomysły i złe decyzje podejmuję. Wiem,  że to trochę błahy powód, aby zawracać ci głowę, ale musiałam się komuś wygadać. Dziękuję ci za wysłuchanie mnie do końca - zakończyłam wpatrując się tępo w krzesło przede mną.

<Sorci?>

Od Mauvais CD Sorciego

Kiedy Sorci zniknął jeszcze przez kilka następnych sekund wpatrywałam się w miejsce, w którym przed chwilą stał. W tym momencie było ono oświetlone przez delikatne, ciepłe światło lampy, która stała na niewielkiej komódce przy moim łóżku. Powoli do niej podeszłam i zgasiłam ostatnie źródło sztucznego światła w mojej komnacie. Potem szybko przebrałam swoj codzieny stroj, na ten, który zazwyczaj ubieram do spania. Byłam lekko przytłoczona ostatnimi wydarzeniami i tym, że właśnie powiedziałam komuś, kogo znam ledwie dwa dni, historię, którą znałam tylko ja. Otworzyłam się przez Sorcim bardziej niż przed kimkolwiek innym. Usiadłam na miękkim materacu, oparłam się plecami o czarną poduszkę i naciągnęłam czarno-czerwoną kołdrę na nogi. Przez okno wpadało księżycowe światło, które w zupełności mi wystarczało, zwłaszcza, że odbijało się ono od srebrzystego dzwoneczka. Z fascynacją zaczęłam oglądać zdobienia, które były na nim wygrawerowane, jednocześnie bardzo uważając, żeby nie zadzwonić, bo to by było w sumie bez sensu. Ziewnęłam delikatnie przysłaniając usta ręką, a potem zjechałam po poduszce, na tyle, żebym mogła spokojnie usnąć. Chowając dzwonek pod poduszkę, ułożyłam się wygodniej i zamknęłam oczy, oddając się fantastycznej krainie objęć Morfeusza.
~*~
Nie mam pojęcia ile spałam, ale gdy się obudziłam słońce świeciło już nadzwyczaj mocno. Mimowolnie wsunęłam rękę pod głowę, próbując wymacać zimny, metalowy przedmiot. Po kilkunastu sekundach w końcu mi się to udało, więc usiadłam dokładnie tak, jak wcześniejszego wieczoru. Nie wiem czemu, nie wiem jak ani nie wiem po co, ale odczuwałam wielką potrzebę porozmawiania z kimś. Na nieznany mi temat, po prostu czułam, że jest mi to potrzebne.
- Sorci... - wyszeptałam uprzednio poruszając srebrnym przedmiotem, który trzymałam w dłoni.

<Sorci?>