Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Po prostu żyj i daj żyć innym. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Po prostu żyj i daj żyć innym. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 stycznia 2019

Od Sorciego Cd Mauvais

- Dziękuję.- Powiedziałem po czym pocałowałem ją lekko z wdzięcznością.
- Potrzebujesz czegoś?- Zapytała dziewczyna na co ja pokręciłem głową.
- Nie, chciałem się z tobą po prostu zobaczyć.- powiedziałem i usiadłem na łóżku, co uczyniła również Mauvais. Rozmawialiśmy przez kilka godzin po czym niestety musieliśmy się pożegnać.
- Za tydzień święta. Co ty na to, żebym porwał Cię z twojego królestwa za trzy dni od dzisiaj?- zapytałem spoglądając na nią.
- Jasne.- odparła uśmiechając się szeroko moja narzeczona. Trzy dni później pojawiłem się w jej zamku.
- Gotowa?- zapytałem na co ona skinęła głową. Chwyciłem ją za dłoń i po chwili znaleźliśmy się w moim pałacu, gdzie czekały na nas moje żony i przybrany syn. Kilka chwil później znaleźliśmy się w zamku mojego ojca.
- Wesołych Świąt.- Powiedziałem i poprowadziłem wszystkich do salonu.
<Mauvais?>
Wybacz jakość...

niedziela, 2 grudnia 2018

Od Mauvais CD Sorciego

Dzisiejszy dzień minął dosyć dobrze, cały swój czas spędziłam głównie na tłumaczeniu innym, że w te święta, wcześniej czy później nie będzie żadnych obowiązków dla osób, które normalnie pracują na dworze. Mimo tego, że tego dnia w sumie tylko i wyłącznie mówiłam i czasami szukałam niektórych ludzi to i tak czułam się zmęczona, bardziej niż zazwyczaj. Wieczorem więc, zamiast usiąść w bibliotece w swoim kąciku, to postanowiłam wrócić do swojej komnaty, aby trochę odpocząć. Otworzyłam drzwi w momencie, kiedy ze środka rozległo się powitanie. Znałam ten głos bardzo dobrze.
- Cześć Sorci - odpowiedziałam krótko zamykając drzwi na klamkę, a Sorci odwrócił się, jednocześnie zaskakując mnie tym, że w swojej ręce trzymał worek z lodem, który już powoli się roztapiał - Cóż, pytanie czy coś się stało byłoby zwyczajnie głupie, więc pozwól, że tego pytania nie zadam - dodałam po kilku sekundach. Przez chwilę zastanawiałam się czy stać dalej w jednym miejscu, czy jednak pozbyć się tego okropnego koloru wokół oka Sorciego. Troska wzięła górę i już po ułamku sekundy podeszłam do mężczyzny i wyjęłam mu z ręki torebkę z lodem, po czym lekko musnęłam palcem jego przestrzeń pod okiem. Chwilę później skóra wróciła do swojego najnormalniejszego koloru na świecie, a ja cofnęłam się i na mojej twarzy pojawił się radosny uśmiech.
- Wiedziałeś, że tak potrafię? Nawet jeżeli nie, to chyba miło jest poznać pełen zakres możliwości drugiej osoby, prawda? - powiedziałam bezwładnie opuszczając rękę wzdłuż ciała.

<Sorci? Wybacz, że tak długo>

poniedziałek, 26 listopada 2018

Od Sorciego CD Mauvais

- Mam taką nadzieję.- Powiedziałem uśmiechając się do niej po czym spojrzałem na okno.
- Chyba na prawdę będę musiał się już zbierać. Ojciec chciał, żebym pomógł mu w czymś ważnym ale nie chciał wyjaśnić w czym. Do zobaczenia skarbie.- Powiedziałem po czym pocałowałem ją w policzek i teleportowałem się do zamku ojca. Stolica była miastem pięknym aczkolwiek kłopotliwym. Bez ustanku trzeba było kontrolować przebywające w niej osoby a także budynki i mury aby zapewnić państwu bezpieczeństwo. Również tego dnia ojciec miał dla mnie podobne zadanie. Ponoć przez granicę prześlizgnął się asasyn. Zdziwiło mnie to, że Mihnea kogoś przepuścił ale no cóż zdarza się nawet najlepszym. Szybko teleportowałem się do siedziby Venatorów po jednego z hellhoundów. Pies kiedy tylko znaleźliśmy się w mieście nachyliłem się do ucha stwora i wyszeptałem do niego kilka słów a zwierzę momentalnie zawyło i pobiegło w sobie tylko znanym kierunku. Po kilku godzinach udało nam się znaleźć asasyna i po krótkiej walce zakończyć jego istnienie. Niestety opłaciłem to podbitym okiem, którym przez jakiś czas będę straszył wszystkich wokół. Kiedy wróciłem do domu Satine wręczyła mi worek wypełniony lodem i obdarowała całusem po czym zniknęła w kuchni by dopilnować przygotowania kolacji. Ja tymczasem postanowiłem odwiedzić Mauvais. Oczywiście zdawałem sobie sprawę z tego, że może być zajęta jednakże gdyby tak było zawsze mogłem wrócić do siebie.
- Cześć Mauvais.- Powiedziałem zjawiając się w jej pokoju i przykładając lód do oka.
<Mauvais?>

niedziela, 25 listopada 2018

Od Mauvais CD Sorciego

Więc o to mu chodziło... Ciekawa historia, może można by napisać nawet o tym książkę, jestem pewna, że wyszłaby z tego ciekawa historia.
- Chcesz zadać im pytanie? - usłyszałam głos Sorciego, po czym momentalnie odwróciłam wzrok w jego stronę. W sumie chyba nie było to potrzebne, bo dosłownie chwilę później ponownie mój wzrok powędrował w losową stronę. Czy chce się czegoś dowiedzieć?
- Na razie nie. Może kiedyś, ale w tym momencie nie - odpowiedziałam po dwóch czy trzech minutach milczenia i uśmiechnęłam się lekko do Sorciego. Już chciałam otworzyć usta, aby zaproponować szybki powrót do zamku, ale mężczyzna mnie ubiegł i zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć już stałam na znajomej podłodze w znajomej komnacie.
- Tak więc widziałaś, dlaczego nie wierzę w przeznaczenie - powtórzył siadając na skraju mojego łóżka. Pokiwałam głową i szybko usiadłam koło niego, jednocześnie wyciągając rękę, aby móc przytulić go do siebie.
- Przeznaczenie czy nie, jestem szczęśliwa, że tak się wszystko potoczyło -  powiedziałam wspaniałomyślnie, zamykając oczy i uśmiechając się radośnie. Chwilę trwaliśmy w milczeniu, ale raczej to było takie przyjemne milczenie, jakie rzadko można spotkać - Nie chciałabym zabierać ci więcej czasu, wiem, że masz wiele obowiązków, ja z resztą też - dodałam po kilku minutach i cofnęłam powoli ręce, które potem położyłam na kolanach - Wiesz, nie mogę się już doczekać wspólnych świąt i dekorowania zamku, jestem pewna, że to będzie wspaniałe przeżycie.

<Sorci?>

poniedziałek, 19 listopada 2018

Od Sorciego CD Mauvais

- Uważam, że to świetny pomysł.- Uśmiechnąłem się i przytuliłem ją do siebie mocno. Byłem szczęśliwy, że chciała włączyć się w życie mojej rodziny. Uśmiechnąłem się pod nosem już wyobrażając sobie to jak jej obawy, przed tym, że będą traktować ją jak władczynię obcego państwa pierzchają niczym przerażone kurczaki. Zapewne szczególnie bardzo zaskoczy ją reakcja starszej części mojego rodzeństwa, którą zapewne ucieszy wiadomość, że Mauvais weszła do rodziny.
- Myślisz, że to przeznaczenie?- Zapytała nagle wyrywając mnie z zamyślenia.
- Co?
- Nasze poznanie się i związek.
- Cóż... Jestem raczej w tej kwestii sceptyczny. Zawsze możemy zmienić nasze przeznaczenie. Mój ojciec jest tego najlepszym przykładem.- Stwierdziłem spoglądając na nią.
- Jak to?
- Chyba najlepiej będzie jeśli Ci to pokażę.- Powiedziałem po czym teleportowałem się do pewnego miejsca w Transylwanii. Ruszyłem przed siebie prowadząc narzeczoną do jaskini. Po drodze złapałem jeszcze jakieś bliżej nieokreślone zwierzę. Kiedy weszliśmy do jaskini otoczyły nas trzy staruchy, które momentalnie wyrwały mi stworzenie z ręki.
- Nie bój się, słuchaj uważnie i trzymaj się blisko.- Powiedziałem po czym spojrzałem na staruchy.
- Powiedzcie mi o tym, który zmienił swój los, powiedzcie o tym, który nie ma przeznaczenia, powiedzcie mi o królu Valahii.
- Krew to życie, krew to moc, krew to wiedza... Daj nam krwi jego, bądź jego potomstwa.- Zaskrzeczała jedna z wiedźm a ja podszedłem do kotła nad którym pochylały się inne po czym z pomocą sztyletu rozciąłem swoją dłoń. Krew zaczęła skapywać na wyciągnięte dłonie staruch oraz do kotła.
- Syn tego co zmienił swój los... Syn tego, co powinien już od lat nie żyć. Vlad III syn Vlada II... od lat czterdziestu powinien już spoczywać w ziemi, zmienił swój los, zwyciężył Mehmeda II, zaprowadził pokój i dobrobyt... Ten co nie ma przyszłości bo sam ją kreuje... Miał mieć trzech synów, trzy żony lecz zerwał okowy losu i nie pętają one go dłużej. Śmierć nie ma nad nim już władzy i mieć nie będzie, żaden zrodzony z niewiasty nie będzie mógł go życia pozbawić a przeznaczenie nie obejmie żadnego z jego potomków bo przeznaczenie jego już nie wiąże...- Staruchy zaczęły tańczyć i skakać wokół kotła.
- Dlatego nie wierzę w przeznaczenie. Sami je kształtujemy... Chcesz zadać im pytanie?- Zapytałem spoglądając na Mauvais.
<Mauvais?>

Od Mauvais CD Sorciego

Podniosłam głowę i wyprostowałam się rozciągając mięśnie rąk. przez chwilę milczeliśmy oboje, więc uznałam, że to koniec opowieści i może warto się odezwać.
- W sumie niezbyt to się różni od obchodzenia świąt u mnie. Jedyne co jest inne to ostatnie dwa zdania, ja świętuję tak na poważnie jedynie jeden dzień, potem to tak okazjonalnie. Ale czuję się podekscytowana na myśl, że będę mogła uczestniczyć w innej tradycji - powiedziałam z uśmiechem na twarzy. Sorci również się do mnie uśmiechnął. Odwróciłam głowę i chwilę później się trochę zamyśliłam. Wpadłam na dziwny pomysł. Może jest trochę lekkomyślny, w końcu jednak to jest ich własna tradycja, coś czuję, że nie powinnam się do niej mieszać.
- Czy coś by się stało, gdybym przyszła wam pomóc? W kuchni, w dekorowaniu czy czymkolwiek innym? Może wtedy zobaczyłabym twoją rodzinę... w akcji. Bez tych zachowań zarezerwowanych dla innych arystokratów. Ciekawi mnie wasza relacja, to jacy są twoi bracia i siostry podczas zwykłej zabawy, podczas rodzinnego dekorowania zamku na święta. Myślę, że trochę za bardzo się rozpędzam, ale obiecałam częściej mówić o swoich uczuciach, więc chyba nie ma w tym nic złego. Chciałabym dołączyć do waszej społeczności, żeby niektórzy przestali we mnie widzieć królową innego kraju, a zaczęli dostrzegać bratową, mnie jako jedną z wielu w Twojej rodzinie - skierowałam swój wzrok znowu na Sorciego - Myślisz, że to byłoby coś złego?

<Sorci?>

niedziela, 18 listopada 2018

Od Sorciego Cd Mauvais

- W sumie... Nie wiem od czego mam zacząć. Zazwyczaj wygląda to tak, że wszyscy zaczynają zjeżdżać się do zamku tydzień przed świętami. Dwa dni przed Wigilią już wszyscy zazwyczaj są obecni i wtedy zazwyczaj rozmawiamy o tym, co robiliśmy podczas ubiegłego roku. W dzień Wigilii wszyscy poszczą i pomagają w kuchni. Ojciec nas do tego goni, tak jak jego kiedyś goniła jego matka. Ale wiesz jak wygląda pomoc w wykonaniu mężczyzn. Po prostu facet wchodzący do kuchni raz na rok to zły pomysł więc zazwyczaj gotuje damska część rodziny. My dekorujemy sale i przy okazji kłócimy.- Mruknąłem spoglądając na Mauvais. Dziewczyna wyglądała na bardzo zdziwioną moimi słowami.
- Wy się kłócicie?- Zapytała zdziwiona na co ja kiwnąłem głową.
- W każdej rodzinie jest jakaś czarna owca. U nas główną czarną owcą jest Donovan. Należy do młodszej części rodziny i uważa, że wszystko mu się należy. Chce żeby ojciec mianował go hrabią a że nasz rodziciel nie zamierza tego zrobić Don się wścieka i docina każdemu, kto ma rangę wyższą od niego. Z resztą poznasz go i sama  zobaczysz. Wieczorem jemy kolację, przed którą dzielimy się prosforą i składamy sobie życzenia. Jest dwanaście potraw i wolne miejsce dla wędrowca. Pierwszego dnia świąt ojciec około południa wygłasza mowę do mieszkańców królestwa życząc im wesołych świąt. Później przez kolejne kilka godzin ojciec przyjmuje ludzi na audiencjach. Zazwyczaj są to po prostu poddani, którzy chcą osobiści złożyć mu życzenia, niektórzy, a właściwie chyba wszyscy przynoszą mu jakieś prezenty. Ojciec oczywiście im się odwdzięcza. Później idziemy na nabożeństwo. Kolejne dwa dni świętujemy jedynie w gronie rodziny wspominając i opowiadając co robiliśmy w tym roku.
<Mauvais?>

środa, 14 listopada 2018

Od Mauvais CD Sorciego

Odwróciłam głowę w stronę ściany przede mną i zaczęłam rozważać wszystkie plusy i minuty takiego potencjalnego biegu wydarzeń. Trzeba przyznać, że chętnie bym spędziła święta z kimś... kimkolwiek. Zazwyczaj obchodziłam te dni w kilkuosobowym gronie, w którego skład wchodziłam ja, moi dziadkowie oraz dwóch zaufanych przyjaciół. Wszyscy inni wracali do swoich rodzin, do własnych spraw przynajmniej na te kilka dni.
- Dobrze - przytaknęłam delikatnie ponownie kierując wzrok z stronę Sorciego. - Przyjdę do was na święta, razem z moją skromną rodziną. Myślę, że dobrze mi zrobi czas spędzony w tych dniach z większą ilością osób. Będę mogła w końcu się do czegoś takiego przyzwyczaić - uśmiechnęłam się sięgając ręką ku nadal zapalonej świeczce. Zdusiłam ogień w palcach i otrzepałam dłoń z resztek zwęglonego knota.
- Pozostając w temacie, jak u ciebie się obchodzi święta? Wolę się upewnić, aby nie strzelić jakiejś głupiej gafy, bo pewnie tradycje u was są inne niż u mnie. Swoją drogą, cieszę się, że miałam okazję, by zadać takie pytanie, bo chcąc nie chcąc takie rzeczy mnie interesują. Oczywiście mniej niż inne, te lepsze, ale jednak. Wiem, że można się tego dowiedzieć z książek, spisów i kronik, ale zawsze lepiej jest to usłyszeć od kogoś, kto to faktycznie przeżył. Trochę odstąpiłam od tematu... Wracając, więc jak się u ciebie obchodzi te szczególne dni, Sorci? - oparłam brodę na dłoniach, a ręce z kolei położyłam na udach i w tym momencie sprawiałam pewnie wrażenie pilnej uczennicy, która dokładnie słucha słów swojego nauczyciela i boi się opuścić chociaż jeden wyraz.

<Sorci?>

Od Sorciego Cd Mauvais

Uśmiechnąłem się lekko i objąłem ją.
- Ehh ty moja złośnico...- Mruknąłem całując ją w policzek.
- Nie doceniasz mnie...- Dodałem po czym machnąłem dłonią nad popiołami, które zaczęły znowu się tlić i układać w litery, które wcześniej wypisano na kartce. Spojrzałem z uśmiechem na narzeczoną po czym powtórnie machnąłem ręką a popioły wzniosły się w powietrze i porwane nagłym podmuchem wiatru wyleciały przez okno.
- Ufam Ci, więc nie muszę wiedzieć co tam było napisane. Jeśli będziesz chcieć mi powiedzieć to to zrobisz.- Spojrzałem na wylatujący popiół po czym odwróciłem się w stronę Mauvais.
- Ojciec prosił żebym zapytał Cię czy spędzisz z nami święta. Byłaby to świetna okazja do poznania mojej rodziny, wkrótce też twojej.- Powiedziałem uśmiechając się do niej czule.
<Mauvais?>

poniedziałek, 12 listopada 2018

Od Mauvais CD Sorciego

Obudziłam się na krótko przed dziesiątą rano. Zazwyczaj śpię trochę dłużej, z racji tego, że zostaję do późna i obserwuję to, co się dzieje za moim oknem kiedy inni zwyczajnie już gaszą światło. Lubię patrzeć na ciemną, szarą rzeczywistość zza grubego szkła.
Obudziłam się wcześniej, więc postanowiłam zrobić coś produktywnego, a mianowicie spalić pewną karmazynową kopertę. Odrzuciłam pierzynę na bok i podeszłam do ciemnobrązowego biurka, gdzie w rogu leżała mała, niepozorna karteczka. Z niechęcią ją wzięłam i wróciłam do łóżka. Kiedy jednak sięgnęłam by zapalić świeczkę, usłyszałam znajome trzaśnięcie. Jak mogłabym się spodziewać, odwiedził mnie Sorci, który niedługo po zmaterializowaniu się w mojej sypialni podszedł do mnie i pocałował delikatnie.
- Czuję się dobrze, a w tym przypadku słowo "dobrze" znaczy mniej więcej tyle samo, co ma znaczyć, a nie "dobrze" w sensie "źle, ale powiem tak, żebyś się nie martwił" - odpowiedziałam na wcześniejsze pytanie i szybkim ruchem zapaliłam świeczkę.
- Co robisz? - zapytał Sorci siadając na krańcu materaca. Popatrzyłam na niego przez chwilę, a potem powoli wsunęłam czerwoną kopertę do ognia.
- Palę to, co mi kiedyś pozwalało się utrzymać przy zdrowych zmysłach. Lecz teraz po prostu tego nienawidzę, więc pozbywam się tego - szarawy popiół z kartki pojawił się na ciemnej szafce - Niestety, być może nie dowiesz co to było, bo jak widzisz tyle z tego zostało, a ja ci o tym nie powiem - usiadłam koło niego uśmiechając się nieco złośliwie.

<Sorci?>

Od Sorciego Cd Mauvais

Mauvais wróciła do Syntherii, my tymczasem wciąż rozmawialiśmy. W końcu Satine i Roxane poszły się położyć, podobnie jak żony Olivera. Niedługo później również Rüdiger, Niel i Stephan poszli do przygotowanych dla nich komnat.
- Kończycie tegoroczną wędrówkę?- Zapytałem spoglądając na niego.
- Tak, trzeba w końcu odpocząć a poza tym muszę w końcu pobyć trochę z dziećmi. Jestem wdzięczny ojcu za to, że je wychowuje ale też chce mieć w to jakiś wkład. I tak już źle się czuję z tym, że przez większą cześć roku mnie nie widzą.- Powiedział spoglądając na mnie. Pokiwałem głową ze zrozumieniem. Dobrze go rozumiałem, też chciałem być obecny w życiu moich dzieci jednak moje zajęcie Veantora też nie pozwalało mi spędzać z nimi tyle czasu ile bym chciał. Większości ludzi wydaje się, że zawsze trubadurzy mogą zawsze zrezygnować z tego co robią albo mogą wychowywać dzieci w drodze. Niestety nie jest to możliwe, tym bardziej że oprócz grania zespół mojego brata pełnił też rolę królewskiego szpiega, jak wiadomo ludzie w tawernach przy dobrej muzyce i alkoholu chętniej mówią.
- Chcesz się czegoś napić?- Zaproponowałem na co Oliver kiwnął głową a ja postawiłem na stole dwa kielichy i butelkę miodu pitnego.
- Dzieciaki tęsknią za wami.- Powiedziałem przypominając sobie ostatnią rozmowę z jednym z synów Olivera.
- Jesteś pewien? Może młodsze owszem, ale najstarsi chłopcy mają już po piętnaście lat. Pewnie nienawidzą ojca za to, że ich zostawił.
- Nie zostawiłeś. To właśnie twój najstarszy syn powiedział mi, że tęsknią za wami.- Powiedziałem a mój brat pokiwał głową. Posiedzieliśmy jeszcze jakiś czas, dopóki nie skończył nam się miód. Następnego dnia Oliver i jego zespół ruszyli do stolicy a ja postanowiłem odwiedzić Mauvais. Teleportowałem się do jej zamku około południa.
- Cześć skarbie. Jak się czujesz?- Zapytałem całując ją na powitanie.
<Mauvais?>

Od Mauvais CD Sorciego

Granych było kilka piosenek, rozpoznałam po różnych melodiach, z czego każda miała jakiś wątek przewodni. Śpiewali po niemiecku, którego dopiero się uczę, ale rozumiałam ogólny sens słów. Po paru minutach muzyka ucichła.
- I jak ci się podobało? - zapytał Sorci kiedy wybrzmiało ostatni dźwięk. Patrzyłam na niego przez chwilę, a potem ponownie odwróciłam się w stronę grających osób.
Uśmiechnęłam się radośnie.
- Macie talent, wiecie o tym? Niewiele rzeczy potrawie wywołać u mnie prawdziwy, promienny uśmiech, a wy sprawiliście, że takowy się pojawił na mojej twarzy. Mam szczerą nadzieję, że zawitacie kiedyś w Syntherii, chętnie posłucham waszych piosenek jeszcze raz. Bądźcie pewni, że zawsze będziecie miło widziani w skromnych progach mojego zamku - skłoniłam się umiarkowane z szacunkiem, chcąc jednocześnie okazać całą moją wdzięczność. Oliver odwzajemnił mój wcześniejszy uśmiech i również się lekko ukłonił. Kolejne minuty i godziny spłynęły na rozmowach i wspomnieniach, bardzo przyjemnych rozmowach i wspomnieniach. Głównie jednak mówił brat Sorciego i jego żony, czasami z tłumu wybiła się Satine i jej siostra. A jednak ja siedziałam cicho, nie odzywałam się dopóki ktoś się bezpośrednio do mnie nie zwrócił. Nadal za większą rozrywkę uważałam obserwowanie ludzi, niż sprawienie, bym ją była obserwowana. Myślę, że jakiś czas minie zanim przyzwyczaję się do tego, że powinnam częściej się wypowiadać.
- Chętnie bym pobyła z wami dłużej, ale niestety muszę wracać do moich obowiązków w państwie. Jeszcze raz dziękuję za pokaz. Miło było was wszystkich poznać - uśmiechnęłam się i pomachałam lekko ręką na pożegnanie. Ułamek sekundy zniknęłam i pojawiłam się w swojej własnej sypialni.

<Sorci?>

Od Sorciego Cd Mauvais

Byłem szczęśliwy, tak bardzo szczęśliwy jak mało kto może być. W tym samym momencie jednak wokół rozległ się dźwięk dzwonków.
- Wybacz Mauvais, wzywają mnie. Chciałbym, żebyś poznała mój zamek, więc kiedy znajdziesz chwilkę teleportuj się do niego.- Zdążyłem jedynie powiedzieć i momentalnie zostałem prze teleportowany do siedziby Venatorów. Na całe szczęście nie działo się nic bardzo poważnego, jedynie pojawił się kolejny hellhound, którego trzeba było złapać. Minęło kilka miesięcy, zbliżał się listopad a razem z nim zimowa przerwa od polowań. Venatorzy z zasady nie polowali podczas żniw, gdy wszyscy byli potrzebni przy zbiorach ani podczas zimy, która miała być czasem wytchnienia dla łowców i dla ich ofiar. W końcu trzeba było odpocząć prawda? Dzisiaj nie miałem nic do roboty, więc siedziałem razem z moją rodziną w salonie i odpoczywałem. Roxane jak zawsze zajmowała się Dunmorem a Satine rozmawiała z Mauvais. Nagle rozległo się stukanie do drzwi.
- Pójdę otworzyć.- Powiedziała Satine i ruszyła by powitać naszych gości. Chwilę później w wejściu do pokoju pojawiła się moja żona w towarzystwie kilku osób.
- Olie!- Wykrzyknąłem i momentalnie poderwałem się z fotela po czym podszedłem do jednego z mężczyzn.
- Cześć braciszku.- Mruknął Oliver po czym ruszył za mną i zajął miejsce w jednym z foteli.
- Mauvais chciałbym Ci przedstawić mojego brata, Oliver'a i jego żony. Oliver, to moja narzeczona Mauvais.- Powiedziałem na co mój brat wstał i ukłonił się przed Mauvais.
- Witaj, nazywam się Oliver Pade, to moje żony: Katja, Fiona, Sonja, Laura i Elisabeth oraz moi współpracownicy: Rüdiger, Niel i Stephan. Miło nam Cię w końcu poznać wasza wysokość.- Powiedział po czym uśmiechnął się.
- Olie jest trubadurem i założycielem wędrownego zespołu Faun. Jego matka pochodziła z Niemiec dlatego też śpiewają w tym języku.- Powiedziałem uśmiechając się.
- Powinnaś posłuchać, na prawdę świetnie im to wychodzi.- Dodała Satine po czym wstała i uśmiechnęła się do wszystkich.
- Pójdę dopilnować podania obiadu, powinien być za jakieś 10 minut.- Powiedziała po czym ruszyła do kuchni.
- Zagramy dla was.- Powiedział mój brat a jego zespół zaczął rozkładać swoje instrumenty. Tak jak zapowiedziała moja żona obiad podano po dziesięciu minutach. Kiedy skończyliśmy Oliver i jego zespół zaczęli grać. Uśmiechnąłem się lekko słysząc, że jedną z zagranych piosenek jest ta, którą Oliver napisał o Venatorach.
- I jak Ci się podobało?- Zapytałem spoglądając na Mauvais gdy skończyli grać.
<Mauvais?>

niedziela, 4 listopada 2018

Od Mauvais CD Sorciego

Znowu się uśmiechnęłam i wyciągnęłam rękę, aby dotknąć zimnego srebra, z jakiego była zrobiona róża.
- Wiesz, mnie nie jest łatwo zniechęcić. Przecież oboje w ciągu sekundy możemy pokonać setki kilometrów, więc przecież taki związek to nie problem. Myślę, że sobie poradzimy, na pewno sobie poradzimy. A jeżeli chodzi o to - wskazałam na srebrzystą, lśniącą różę - chętnie zostanę twoją żoną. Rozumiem, że twoim zdaniem to będzie ciężkie, w końcu Venatorzy potrzebują doskonałego przywódcy, a mój kraj musi mieć kogoś, kto będzie trzymał nad nim pieczę. Ale to nie będzie taki typowy związek na odległość. No może będzie, do czasu - popatrzyłam na Sorciego, który jakby nie rozumiał moich ostatnich słów. Cóż, wiadomo, czasami nie potrafię się dobrze wysłowić i przekazać całkowitego sensu moich słów - Już tłumaczę; kiedy spłodzę potomka, kiedy dorośnie i osiągnie odpowiedni wiek, aby móc samodzielnie rządzić państwem, będę mogła spokojnie oddać mu tron, a wtedy już nie będę tutaj potrzebna. Będę mogła podróżować przez cały rok, być w innym miejscu przez dłużej niż dwa, trzy dni. Mogłabym wtedy w spokoju zostać w Transylwanii nawet trzy miesiące z rzędu i dotrzymywać ci towarzystwa. Kiedy następca tronu będzie potrzebował pomocy, mogę przecież mu pomóc znikając z Valahii na kilka godzin czy dni. Wszystko będzie zależało od sytuacji, wiesz?
Zaakceptowałam boski plan, przestałam się martwić o moją przyszłość, wiedziałam, że po prostu tak musi być. Sorci najwyraźniej również przestał się zadręczać i wkrótce potem złocisto-srebrny pierścionek znalazł swoje miejsce na jednym z palców mojej dłoni. Czułam się szczęśliwa, tak bardzo, że nawet nie pamiętam kiedy ostatnio pojawiła się u mnie tak silna emocja.

<Sorci?>

Od Sorciego CD Mauvais


Uśmiechnąłem się lekko i spojrzałem na Mauvais.
- Cieszę się, że czujesz to samo co ja.- Wyszeptałem przytulając do siebie mocno dziewczynę. Ucieszyłem się, że postanowiła mi uwierzyć i nie kazała mi odejść. Zrobiłbym to, niezależnie od tego, jak musiałbym później walczyć ze sobą by do niej wrócić. Uśmiechnąłem się na samą myśl o tym jak by to wyglądało. W tym samym momencie zauważyłem jeden, dość istotny problem, który mógł zaprzepaścić nasze wspólne życie.
- Mauvais... Bardzo chciałbym żebyś została moją żoną. Chciałbym żebyś zawsze mi towarzyszyła, jednakże... Nie mogę zamieszkać w Syntherii, tak samo jak ty nie możesz zamieszkać w Valahii. Twój kraj potrzebuje królowej a Transylwania musi mieć hrabiego, nie mogę pozwolić by ktoś przejął też władzę nad Venatorami. Byłoby to bardzo niebezpieczne. Jeśli chcesz byśmy byli razem, musimy pogodzić się z tym, że będzie to związek na odległość. Chciałbym, żebyś się zgodziła i została moją żoną, ale zrozumiem, jeśli będzie to dla Ciebie coś co nie będzie miało prawa bytu.- Powiedziałem po czym wyciągnąłem zza pazuchy srebrną różę, która tak na prawdę była pudełeczkiem z pierścionkiem zaręczynowym.
<Mauvais?>

sobota, 3 listopada 2018

Od Mauvais CD Sorciego

Uśmiechnęłam się lekko i pozwoliłam, aby tajemnicza melodia się skończyła, aby zabrzmiał ostatni dźwięk i dopiero po tym postanowiłam uwolnić się z uścisku Sorciego. Popatrzyłam na niego i okazało się, że wyglądał podobnie do mnie. Z łatwością można było zauważyć jeszcze wilgotne ślady na jego policzkach. Opuściłam ręce swobodnie wzdłuż ciała i zaczęłam się ślepo wpatrywać w jakiś punkt za Sorcim.
- Jesteś w stanie mnie opuścić, przy okazji wystawiając swoją psychikę na próbę, tylko po to, abym pozbyła się tego głupiego bólu? Ehehe~, kocham cię bardziej niż cokolwiek innego Sorci, dlaczego niby dałabym ci mnie opuścić? Myślałam, że domyśliłbyś się, że na to nie pozwolę. Miałabym pozwolić ci odejść w tym czasie, w którym widzę twój ból wymalowany na twarzy? - zaśmiałam się krótko, kręcąc głową, przenosząc wzrok ponownie na Sorciego - Zabiłoby mnie to, nie tylko dlatego, że nienawidzę, kiedy inni przeze mnie cierpią, ale też dlatego, że po prostu na twoim szczęściu zależy mi bardziej niż na jakiejkolwiek innej osoby. Ale doceniam, że powiedziałeś mi to. Mimo, że wiedziałam już wcześniej do czego jesteś zdolny, jeżeli chodzi o miłość, to zawsze miło jest to usłyszeć. I skoro decyzja należy do mnie to... ja bardzo chcę abyś został. Nie martw się o mnie, jestem szczęśliwa, że spotkało mnie w życiu coś dobrego. Nie przejmuj się moim zdrowiem, wiem, że teraz będzie tylko lepiej. Doskonale wiem, że nie jesteś w stanie zmienić swojego uczucia, ja też nie jestem w stanie, więc chyba będzie lepiej, kiedy oboje przestaniemy z tym walczyć. Jeżeli dla ciebie mamy sens, to wiedź, że uczucie to nie jest niczym złym. Nie będziesz czekał ani sekundy dłużej, wiesz? Jestem tutaj dla ciebie i nie obchodzi mnie to, co ludzie sobie pomyślą. Bałam się, że to wszystko nie ma sensu, ale teraz widzę, że nie ma czegoś, co jest bardziej sensowne. Kocham cię i chcę, żebyś został ze mną na zawsze, a ja zostanę z tobą nawet dłużej.

<Sorci?>

Od Sorciego Cd Mauvais

- Zależy mi na tobie, tak cholernie bardzo mi na tobie zależy. Nie wiem jak miałbym Ci udowodnić, że Cię kocham.- Powiedziałem po czym pocałowałem ją w czubek głowy.
- Nie umiem Ci pokazać jak bardzo Cię kocham. Rozumiem, że dla wielu, to co do Ciebie czuję nigdy nie powinno się zdarzyć. Jestem dla Ciebie za stary, te siedemnaście lat różnicy to dużo. Po za tym ja jestem już żonaty ale... Nie jestem w stanie zmienić tego co do Ciebie czuję. Może to nie miejsce dla nas, może to nie czas dla nas ale tak na prawdę mam to gdzieś. Zdaje mi się, że czekałem na Ciebie wiecznie ale cóż... Mogę poczekać jeszcze trochę. Co prawda wieczność może być dzisiaj nasza... jednakże kto czeka wiecznie?- Wyszeptałem a z moich oczu raz po raz skapywały łzy.
- Nie chcę Cię skrzywdzić, nie chcę też twojej władzy. Mam gdzieś to, że jesteś królową, dla mnie równie dobrze mogłabyś być pierwszą lepszą mieszczanką. Jeśli chcesz mogę odejść. Mogę przestać ranić Cię swoją bliskością. Zrobię to, mimo że bardzo Cię kocham i będzie to dla mnie trudne. W końcu ktoś mądry powiedział: "Jeśli coś kochasz pozwól mu odejść. Jeśli do Ciebie wróci jest twoje, jeśli nie nigdy twoim nie było". Decyzja należy do Ciebie, ja nie chcę Cię do niczego zmuszać.- Było mi ciężko, strasznie ciężko jednak musiało tak być. Nie chciałem jej zranić.  Nagle skądś rozległy się dźwięki muzyki i śpiew.
There's no time for us 
There's no place for us 
What is this thing that builds our dreams yet slips away 
from us 

Who wants to live forever 
Who wants to live forever....? 

There's no chance for us 
It's all decided for us 
This world has only one sweet moment set aside for us 

Who wants to live forever 
Who wants to live forever? 

Who dares to love forever? 
When love must die 

But touch my tears with your lips 
Touch my world with your fingertips 
And we can have forever 
And we can love forever 
Forever is our today 
Who wants to live forever 
Who wants to live forever? 
Forever is our today 

Who waits forever anyway?
<Mauvais?>

piątek, 2 listopada 2018

Od Mauvais CD Sorciego

Podniosłam lekko jedną rękę, chcąc jakby dotkną Sorciego, by móc pokazać to wszystko, co kłębi się we mnie już od dłuższego czasu. Jednak zatrzymałam się w połowie. Nie, nie, nie. To przyszło zbyt łatwo. Pomyślałam sobie, że chciałam, by Sorci czuł to samo co ja i nagle to się zdarzyło? Nie wierzę w cuda, a przynajmniej nie w takie. Moja ręka swobodnie opadła na miękki materiał spódnicy. Przymknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech, starając się nie wybuchnąć płaczem, po prostu starałam się nie zalać tego miejsca moimi łzami.
- Wiesz Sorci, nie zrozum mnie źle... Bardzo chciałabym, żebyś mnie kochał, żeby wszystko było takie piękne jak to określiłeś, ale... sęk w tym, że za łatwo to wszystko mi przyszło. Dlaczego cokolwiek miałoby w moim życiu przyjść łatwo? Już spieszę z tłumaczeniem; po nieszczęśliwym zakochaniu w wieku lat siedemnastu, zaczęłam myśleć, że nikomu, prócz rodziny, na mnie nie zależy, a przynajmniej w ten sposób. Kiedy ktoś mówi mi, że mnie kocha czuję się tak samo jak wtedy kiedy ktoś próbuje o mnie dbać. Cholera... To boli bardziej niż myślałam... - otarłam rękawem oczy, które już zaczynały robić się wilgotne. Mimo wszystko, mężczyzna stojący przede mną brzmiał szczerze, a przynajmniej ja chciałam tak sądzić - Ale, żeby było jasne, Sorci, chcę w to uwierzyć. Z całych sił pragnę uwierzyć w to, że ktoś mnie pokochał. I chyba w-wierzę to, naprawdę w to wierzę. I tylko to się dla mnie liczy-! Więc dlaczego tak się czuję, Sorci? Powinnam być teraz szczęśliwa. Więc dlaczego to tak boli? Wszystko tak boli - niewiele myśląc, objęłam Sorciego rękami, wtulając twarz w jego klatkę piersiową. Po kilku sekundach milczenia, wzięłam głęboki oddech starając się uspokoić  - Boję się. Tak bardzo się boję. Boję się, że to uczucie nie ma przyszłości. Byłam zbyt słaba i pokochałam cię za bardzo. Sorci, kocham cię tak bardzo, że aż jestem gotowa umrzeć! Tak się właśnie czuję. Zależy mi na tobie bardziej niż na kimkolwiek innym, rozumiesz?

<Sorci?>

Od Sorciego Cd Mauvais

Co się ze mną dzieje? Nie mam pojęcia. Czuję się tak, jakbym jednocześnie zdradzał moje żony i Mauvais. Kiedy tylko przebywałem z Mauvais moje serce miało ochotę wyrwać się z piersi. Do tej pory doświadczyłem czegoś równie intensywnego jedynie raz: kiedy przebywałem z Satine. Gdy się poznaliśmy niemal dosłownie stanęło mi serce. Później poznałem jej bliźniaczą siostrę. Z Roxane nie łączyło mnie uczucie tak silne jak z jej starszą siostrą jednak również ją kochałem. Teraz znowu z kimś złączyła mnie miłość tak silna jak z Satine. Po skończonej kolacji Mauvais wróciła do siebie a ja poszedłem do swojego pokoju  gdzie po jakimś czasie pojawiła się Satine.
- Sorci... Co Ci jest?- Zapytała siadając obok mnie i chwytając mnie za dłoń. Uśmiechnąłem się do niej nieco. Nie miałem czego przed nią ukrywać, w końcu i tak by się dowiedziała.
- Nie mam pojęcia. Czuję się tak jak wtedy gdy się poznaliśmy. Nie wiem dlaczego ale wydaje mi się, że ją kocham.
- Jeśli tak, to jej to powiedz. W końcu co ma być to będzie. Ani ja ani Roxane nie będziemy miały Ci tego za złe.- Powiedziała po czym pocałowała mnie w policzek i wyszła z pokoju. Następnego dnia postanowiłem spotkać się z Mauvais. Teleportowałem się do jej zamku. Znalazłem się w bibliotece tuż obok dziewczyny.
-Witaj Mauvais.
- Cześć Sorci.- Powiedziała dziewczyna a mnie przeszył dreszcz. Zależało mi na niej, tak strasznie mi na niej zależało.
- Mauvais... Muszę Ci coś powiedzieć... Ja... Zależy mi na tobie. Tak strasznie mi na tobie zależy. Myślę, że Cię kocham ale... Ale nie wiem czy to ma jakikolwiek sens...
<Mauvais?>

Od Mauvais CD Sorciego

Usiadłam na krześle i odwróciłam się w stronę Satine i Roxane, które to patrzyły na mnie z tym samym błyskiem w oczach i tym samym uśmiechem.
- Rzeczywiście, to widoczne, że jesteście... bardzo do siebie podobne - odpowiedziałam dyplomatycznie, a Satine klasnęła cicho w dłonie, a potem lekko się cofnęła, przez co wyglądała, jakby się modliła. Panowała cisza, co mi odpowiadało, bo mogłam w spokoju wysłuchać własnych myśli, ale jednak postanowiłam to przerwać - Pamiętam, że kiedyś chciałam aby Bóg dał mi siostrę, a jeżeli nie, to brata. Chciałam po prostu mieć jakiekolwiek rodzeństwo i jakąkolwiek rodzinę w moim wieku, z którą mogłabym dzielić każdą radosną chwilę. Ale jednak tak się nie stało aż to teraz, więc raczej nie zdarzy się nigdy, przynajmniej ja tak myślę. Ha, nawet mam wrażenie, że lepiej mi się żyje bez kogoś takiego, nie wiem jak to by było, gdybym nagle miała młodsze rodzeństwo. Cieszę się tym co mam i tym jak żyję, a to chyba jest najważniejsze w dzisiejszym świecie - uśmiechnęłam zamykając oczy (no wiecie, coś takiego). Dla odmiany zostałam obdarzona uśmiechem od Roxane, a potem nastała cisza, bo ten prawdziwy obiad się zaczął.
~*~
- Dziękuję bardzo za zaproszenie, było wyborne. Niestety muszę już wracać do siebie. Miło było was wszystkich zobaczyć - ponownie pochyliłam głowę i zniknęłam zanim ktokolwiek mógł zaprotestować. Wylądowałam od razu na miękkim materacu w mojej komnacie, z głową w poduszce, nie mając zamiaru się ruszyć. Czy Sorci ma rację? Czy nie ważne jak bardzo bym próbowała, nigdy nie zadowolę wszystkich, a nawet jeśli to sama nie będę widziała żadnego sensu egzystencji? Myślę, że z dwojga złego, lepsza jest druga opcja, przynajmniej wszyscy będą szczęśliwi, a ja będę szczęśliwa, że tak właśnie jest. W końcu będę mogła spokojnie zastanowić się nad sensem całego świata, bez obawy, że ktoś przyjdzie i będę musiała mu się tłumaczyć z tego co czuję, dlaczego to czuję oraz jak mogę się tego pozbyć. A co jeśli ja nie chcę się tego pozbyć?
Mimo, że jeszcze słońce swobodnie wpadało do mojej komnaty przez szklane okno, to jednak zasnęłam, wyczerpana dzisiejszym dniem.

<Sorci?>