- Dziękuję.- Powiedziałem po czym pocałowałem ją lekko z wdzięcznością.
- Potrzebujesz czegoś?- Zapytała dziewczyna na co ja pokręciłem głową.
- Nie, chciałem się z tobą po prostu zobaczyć.- powiedziałem i usiadłem na łóżku, co uczyniła również Mauvais. Rozmawialiśmy przez kilka godzin po czym niestety musieliśmy się pożegnać.
- Za tydzień święta. Co ty na to, żebym porwał Cię z twojego królestwa za trzy dni od dzisiaj?- zapytałem spoglądając na nią.
- Jasne.- odparła uśmiechając się szeroko moja narzeczona. Trzy dni później pojawiłem się w jej zamku.
- Gotowa?- zapytałem na co ona skinęła głową. Chwyciłem ją za dłoń i po chwili znaleźliśmy się w moim pałacu, gdzie czekały na nas moje żony i przybrany syn. Kilka chwil później znaleźliśmy się w zamku mojego ojca.
- Wesołych Świąt.- Powiedziałem i poprowadziłem wszystkich do salonu.
<Mauvais?>
Wybacz jakość...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sorci Dracula z rodu Dragomir. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sorci Dracula z rodu Dragomir. Pokaż wszystkie posty
sobota, 12 stycznia 2019
poniedziałek, 26 listopada 2018
Od Sorciego CD Mauvais
- Mam taką nadzieję.- Powiedziałem uśmiechając się do niej po czym spojrzałem na okno.
- Chyba na prawdę będę musiał się już zbierać. Ojciec chciał, żebym pomógł mu w czymś ważnym ale nie chciał wyjaśnić w czym. Do zobaczenia skarbie.- Powiedziałem po czym pocałowałem ją w policzek i teleportowałem się do zamku ojca. Stolica była miastem pięknym aczkolwiek kłopotliwym. Bez ustanku trzeba było kontrolować przebywające w niej osoby a także budynki i mury aby zapewnić państwu bezpieczeństwo. Również tego dnia ojciec miał dla mnie podobne zadanie. Ponoć przez granicę prześlizgnął się asasyn. Zdziwiło mnie to, że Mihnea kogoś przepuścił ale no cóż zdarza się nawet najlepszym. Szybko teleportowałem się do siedziby Venatorów po jednego z hellhoundów. Pies kiedy tylko znaleźliśmy się w mieście nachyliłem się do ucha stwora i wyszeptałem do niego kilka słów a zwierzę momentalnie zawyło i pobiegło w sobie tylko znanym kierunku. Po kilku godzinach udało nam się znaleźć asasyna i po krótkiej walce zakończyć jego istnienie. Niestety opłaciłem to podbitym okiem, którym przez jakiś czas będę straszył wszystkich wokół. Kiedy wróciłem do domu Satine wręczyła mi worek wypełniony lodem i obdarowała całusem po czym zniknęła w kuchni by dopilnować przygotowania kolacji. Ja tymczasem postanowiłem odwiedzić Mauvais. Oczywiście zdawałem sobie sprawę z tego, że może być zajęta jednakże gdyby tak było zawsze mogłem wrócić do siebie.
- Cześć Mauvais.- Powiedziałem zjawiając się w jej pokoju i przykładając lód do oka.
<Mauvais?>
- Chyba na prawdę będę musiał się już zbierać. Ojciec chciał, żebym pomógł mu w czymś ważnym ale nie chciał wyjaśnić w czym. Do zobaczenia skarbie.- Powiedziałem po czym pocałowałem ją w policzek i teleportowałem się do zamku ojca. Stolica była miastem pięknym aczkolwiek kłopotliwym. Bez ustanku trzeba było kontrolować przebywające w niej osoby a także budynki i mury aby zapewnić państwu bezpieczeństwo. Również tego dnia ojciec miał dla mnie podobne zadanie. Ponoć przez granicę prześlizgnął się asasyn. Zdziwiło mnie to, że Mihnea kogoś przepuścił ale no cóż zdarza się nawet najlepszym. Szybko teleportowałem się do siedziby Venatorów po jednego z hellhoundów. Pies kiedy tylko znaleźliśmy się w mieście nachyliłem się do ucha stwora i wyszeptałem do niego kilka słów a zwierzę momentalnie zawyło i pobiegło w sobie tylko znanym kierunku. Po kilku godzinach udało nam się znaleźć asasyna i po krótkiej walce zakończyć jego istnienie. Niestety opłaciłem to podbitym okiem, którym przez jakiś czas będę straszył wszystkich wokół. Kiedy wróciłem do domu Satine wręczyła mi worek wypełniony lodem i obdarowała całusem po czym zniknęła w kuchni by dopilnować przygotowania kolacji. Ja tymczasem postanowiłem odwiedzić Mauvais. Oczywiście zdawałem sobie sprawę z tego, że może być zajęta jednakże gdyby tak było zawsze mogłem wrócić do siebie.
- Cześć Mauvais.- Powiedziałem zjawiając się w jej pokoju i przykładając lód do oka.
<Mauvais?>
poniedziałek, 19 listopada 2018
Od Sorciego CD Mauvais
- Uważam, że to świetny pomysł.- Uśmiechnąłem się i przytuliłem ją do siebie mocno. Byłem szczęśliwy, że chciała włączyć się w życie mojej rodziny. Uśmiechnąłem się pod nosem już wyobrażając sobie to jak jej obawy, przed tym, że będą traktować ją jak władczynię obcego państwa pierzchają niczym przerażone kurczaki. Zapewne szczególnie bardzo zaskoczy ją reakcja starszej części mojego rodzeństwa, którą zapewne ucieszy wiadomość, że Mauvais weszła do rodziny.
- Myślisz, że to przeznaczenie?- Zapytała nagle wyrywając mnie z zamyślenia.
- Co?
- Nasze poznanie się i związek.
- Cóż... Jestem raczej w tej kwestii sceptyczny. Zawsze możemy zmienić nasze przeznaczenie. Mój ojciec jest tego najlepszym przykładem.- Stwierdziłem spoglądając na nią.
- Jak to?
- Chyba najlepiej będzie jeśli Ci to pokażę.- Powiedziałem po czym teleportowałem się do pewnego miejsca w Transylwanii. Ruszyłem przed siebie prowadząc narzeczoną do jaskini. Po drodze złapałem jeszcze jakieś bliżej nieokreślone zwierzę. Kiedy weszliśmy do jaskini otoczyły nas trzy staruchy, które momentalnie wyrwały mi stworzenie z ręki.
- Nie bój się, słuchaj uważnie i trzymaj się blisko.- Powiedziałem po czym spojrzałem na staruchy.
- Powiedzcie mi o tym, który zmienił swój los, powiedzcie o tym, który nie ma przeznaczenia, powiedzcie mi o królu Valahii.
- Krew to życie, krew to moc, krew to wiedza... Daj nam krwi jego, bądź jego potomstwa.- Zaskrzeczała jedna z wiedźm a ja podszedłem do kotła nad którym pochylały się inne po czym z pomocą sztyletu rozciąłem swoją dłoń. Krew zaczęła skapywać na wyciągnięte dłonie staruch oraz do kotła.
- Syn tego co zmienił swój los... Syn tego, co powinien już od lat nie żyć. Vlad III syn Vlada II... od lat czterdziestu powinien już spoczywać w ziemi, zmienił swój los, zwyciężył Mehmeda II, zaprowadził pokój i dobrobyt... Ten co nie ma przyszłości bo sam ją kreuje... Miał mieć trzech synów, trzy żony lecz zerwał okowy losu i nie pętają one go dłużej. Śmierć nie ma nad nim już władzy i mieć nie będzie, żaden zrodzony z niewiasty nie będzie mógł go życia pozbawić a przeznaczenie nie obejmie żadnego z jego potomków bo przeznaczenie jego już nie wiąże...- Staruchy zaczęły tańczyć i skakać wokół kotła.
- Dlatego nie wierzę w przeznaczenie. Sami je kształtujemy... Chcesz zadać im pytanie?- Zapytałem spoglądając na Mauvais.
<Mauvais?>
- Myślisz, że to przeznaczenie?- Zapytała nagle wyrywając mnie z zamyślenia.
- Co?
- Nasze poznanie się i związek.
- Cóż... Jestem raczej w tej kwestii sceptyczny. Zawsze możemy zmienić nasze przeznaczenie. Mój ojciec jest tego najlepszym przykładem.- Stwierdziłem spoglądając na nią.
- Jak to?
- Chyba najlepiej będzie jeśli Ci to pokażę.- Powiedziałem po czym teleportowałem się do pewnego miejsca w Transylwanii. Ruszyłem przed siebie prowadząc narzeczoną do jaskini. Po drodze złapałem jeszcze jakieś bliżej nieokreślone zwierzę. Kiedy weszliśmy do jaskini otoczyły nas trzy staruchy, które momentalnie wyrwały mi stworzenie z ręki.
- Nie bój się, słuchaj uważnie i trzymaj się blisko.- Powiedziałem po czym spojrzałem na staruchy.
- Powiedzcie mi o tym, który zmienił swój los, powiedzcie o tym, który nie ma przeznaczenia, powiedzcie mi o królu Valahii.
- Krew to życie, krew to moc, krew to wiedza... Daj nam krwi jego, bądź jego potomstwa.- Zaskrzeczała jedna z wiedźm a ja podszedłem do kotła nad którym pochylały się inne po czym z pomocą sztyletu rozciąłem swoją dłoń. Krew zaczęła skapywać na wyciągnięte dłonie staruch oraz do kotła.
- Syn tego co zmienił swój los... Syn tego, co powinien już od lat nie żyć. Vlad III syn Vlada II... od lat czterdziestu powinien już spoczywać w ziemi, zmienił swój los, zwyciężył Mehmeda II, zaprowadził pokój i dobrobyt... Ten co nie ma przyszłości bo sam ją kreuje... Miał mieć trzech synów, trzy żony lecz zerwał okowy losu i nie pętają one go dłużej. Śmierć nie ma nad nim już władzy i mieć nie będzie, żaden zrodzony z niewiasty nie będzie mógł go życia pozbawić a przeznaczenie nie obejmie żadnego z jego potomków bo przeznaczenie jego już nie wiąże...- Staruchy zaczęły tańczyć i skakać wokół kotła.
- Dlatego nie wierzę w przeznaczenie. Sami je kształtujemy... Chcesz zadać im pytanie?- Zapytałem spoglądając na Mauvais.
<Mauvais?>
niedziela, 18 listopada 2018
Od Sorciego Cd Mauvais
- W sumie... Nie wiem od czego mam zacząć. Zazwyczaj wygląda to tak, że wszyscy zaczynają zjeżdżać się do zamku tydzień przed świętami. Dwa dni przed Wigilią już wszyscy zazwyczaj są obecni i wtedy zazwyczaj rozmawiamy o tym, co robiliśmy podczas ubiegłego roku. W dzień Wigilii wszyscy poszczą i pomagają w kuchni. Ojciec nas do tego goni, tak jak jego kiedyś goniła jego matka. Ale wiesz jak wygląda pomoc w wykonaniu mężczyzn. Po prostu facet wchodzący do kuchni raz na rok to zły pomysł więc zazwyczaj gotuje damska część rodziny. My dekorujemy sale i przy okazji kłócimy.- Mruknąłem spoglądając na Mauvais. Dziewczyna wyglądała na bardzo zdziwioną moimi słowami.
- Wy się kłócicie?- Zapytała zdziwiona na co ja kiwnąłem głową.
- W każdej rodzinie jest jakaś czarna owca. U nas główną czarną owcą jest Donovan. Należy do młodszej części rodziny i uważa, że wszystko mu się należy. Chce żeby ojciec mianował go hrabią a że nasz rodziciel nie zamierza tego zrobić Don się wścieka i docina każdemu, kto ma rangę wyższą od niego. Z resztą poznasz go i sama zobaczysz. Wieczorem jemy kolację, przed którą dzielimy się prosforą i składamy sobie życzenia. Jest dwanaście potraw i wolne miejsce dla wędrowca. Pierwszego dnia świąt ojciec około południa wygłasza mowę do mieszkańców królestwa życząc im wesołych świąt. Później przez kolejne kilka godzin ojciec przyjmuje ludzi na audiencjach. Zazwyczaj są to po prostu poddani, którzy chcą osobiści złożyć mu życzenia, niektórzy, a właściwie chyba wszyscy przynoszą mu jakieś prezenty. Ojciec oczywiście im się odwdzięcza. Później idziemy na nabożeństwo. Kolejne dwa dni świętujemy jedynie w gronie rodziny wspominając i opowiadając co robiliśmy w tym roku.
<Mauvais?>
- Wy się kłócicie?- Zapytała zdziwiona na co ja kiwnąłem głową.
- W każdej rodzinie jest jakaś czarna owca. U nas główną czarną owcą jest Donovan. Należy do młodszej części rodziny i uważa, że wszystko mu się należy. Chce żeby ojciec mianował go hrabią a że nasz rodziciel nie zamierza tego zrobić Don się wścieka i docina każdemu, kto ma rangę wyższą od niego. Z resztą poznasz go i sama zobaczysz. Wieczorem jemy kolację, przed którą dzielimy się prosforą i składamy sobie życzenia. Jest dwanaście potraw i wolne miejsce dla wędrowca. Pierwszego dnia świąt ojciec około południa wygłasza mowę do mieszkańców królestwa życząc im wesołych świąt. Później przez kolejne kilka godzin ojciec przyjmuje ludzi na audiencjach. Zazwyczaj są to po prostu poddani, którzy chcą osobiści złożyć mu życzenia, niektórzy, a właściwie chyba wszyscy przynoszą mu jakieś prezenty. Ojciec oczywiście im się odwdzięcza. Później idziemy na nabożeństwo. Kolejne dwa dni świętujemy jedynie w gronie rodziny wspominając i opowiadając co robiliśmy w tym roku.
<Mauvais?>
środa, 14 listopada 2018
Od Sorciego Cd Mauvais
Uśmiechnąłem się lekko i objąłem ją.
- Ehh ty moja złośnico...- Mruknąłem całując ją w policzek.
- Nie doceniasz mnie...- Dodałem po czym machnąłem dłonią nad popiołami, które zaczęły znowu się tlić i układać w litery, które wcześniej wypisano na kartce. Spojrzałem z uśmiechem na narzeczoną po czym powtórnie machnąłem ręką a popioły wzniosły się w powietrze i porwane nagłym podmuchem wiatru wyleciały przez okno.
- Ufam Ci, więc nie muszę wiedzieć co tam było napisane. Jeśli będziesz chcieć mi powiedzieć to to zrobisz.- Spojrzałem na wylatujący popiół po czym odwróciłem się w stronę Mauvais.
- Ojciec prosił żebym zapytał Cię czy spędzisz z nami święta. Byłaby to świetna okazja do poznania mojej rodziny, wkrótce też twojej.- Powiedziałem uśmiechając się do niej czule.
<Mauvais?>
- Ehh ty moja złośnico...- Mruknąłem całując ją w policzek.
- Nie doceniasz mnie...- Dodałem po czym machnąłem dłonią nad popiołami, które zaczęły znowu się tlić i układać w litery, które wcześniej wypisano na kartce. Spojrzałem z uśmiechem na narzeczoną po czym powtórnie machnąłem ręką a popioły wzniosły się w powietrze i porwane nagłym podmuchem wiatru wyleciały przez okno.
- Ufam Ci, więc nie muszę wiedzieć co tam było napisane. Jeśli będziesz chcieć mi powiedzieć to to zrobisz.- Spojrzałem na wylatujący popiół po czym odwróciłem się w stronę Mauvais.
- Ojciec prosił żebym zapytał Cię czy spędzisz z nami święta. Byłaby to świetna okazja do poznania mojej rodziny, wkrótce też twojej.- Powiedziałem uśmiechając się do niej czule.
<Mauvais?>
poniedziałek, 12 listopada 2018
Od Sorciego Cd Mauvais
Mauvais wróciła do Syntherii, my tymczasem wciąż rozmawialiśmy. W końcu Satine i Roxane poszły się położyć, podobnie jak żony Olivera. Niedługo później również Rüdiger, Niel i Stephan poszli do przygotowanych dla nich komnat.
- Kończycie tegoroczną wędrówkę?- Zapytałem spoglądając na niego.
- Tak, trzeba w końcu odpocząć a poza tym muszę w końcu pobyć trochę z dziećmi. Jestem wdzięczny ojcu za to, że je wychowuje ale też chce mieć w to jakiś wkład. I tak już źle się czuję z tym, że przez większą cześć roku mnie nie widzą.- Powiedział spoglądając na mnie. Pokiwałem głową ze zrozumieniem. Dobrze go rozumiałem, też chciałem być obecny w życiu moich dzieci jednak moje zajęcie Veantora też nie pozwalało mi spędzać z nimi tyle czasu ile bym chciał. Większości ludzi wydaje się, że zawsze trubadurzy mogą zawsze zrezygnować z tego co robią albo mogą wychowywać dzieci w drodze. Niestety nie jest to możliwe, tym bardziej że oprócz grania zespół mojego brata pełnił też rolę królewskiego szpiega, jak wiadomo ludzie w tawernach przy dobrej muzyce i alkoholu chętniej mówią.
- Chcesz się czegoś napić?- Zaproponowałem na co Oliver kiwnął głową a ja postawiłem na stole dwa kielichy i butelkę miodu pitnego.
- Dzieciaki tęsknią za wami.- Powiedziałem przypominając sobie ostatnią rozmowę z jednym z synów Olivera.
- Jesteś pewien? Może młodsze owszem, ale najstarsi chłopcy mają już po piętnaście lat. Pewnie nienawidzą ojca za to, że ich zostawił.
- Nie zostawiłeś. To właśnie twój najstarszy syn powiedział mi, że tęsknią za wami.- Powiedziałem a mój brat pokiwał głową. Posiedzieliśmy jeszcze jakiś czas, dopóki nie skończył nam się miód. Następnego dnia Oliver i jego zespół ruszyli do stolicy a ja postanowiłem odwiedzić Mauvais. Teleportowałem się do jej zamku około południa.
- Cześć skarbie. Jak się czujesz?- Zapytałem całując ją na powitanie.
<Mauvais?>
- Kończycie tegoroczną wędrówkę?- Zapytałem spoglądając na niego.
- Tak, trzeba w końcu odpocząć a poza tym muszę w końcu pobyć trochę z dziećmi. Jestem wdzięczny ojcu za to, że je wychowuje ale też chce mieć w to jakiś wkład. I tak już źle się czuję z tym, że przez większą cześć roku mnie nie widzą.- Powiedział spoglądając na mnie. Pokiwałem głową ze zrozumieniem. Dobrze go rozumiałem, też chciałem być obecny w życiu moich dzieci jednak moje zajęcie Veantora też nie pozwalało mi spędzać z nimi tyle czasu ile bym chciał. Większości ludzi wydaje się, że zawsze trubadurzy mogą zawsze zrezygnować z tego co robią albo mogą wychowywać dzieci w drodze. Niestety nie jest to możliwe, tym bardziej że oprócz grania zespół mojego brata pełnił też rolę królewskiego szpiega, jak wiadomo ludzie w tawernach przy dobrej muzyce i alkoholu chętniej mówią.
- Chcesz się czegoś napić?- Zaproponowałem na co Oliver kiwnął głową a ja postawiłem na stole dwa kielichy i butelkę miodu pitnego.
- Dzieciaki tęsknią za wami.- Powiedziałem przypominając sobie ostatnią rozmowę z jednym z synów Olivera.
- Jesteś pewien? Może młodsze owszem, ale najstarsi chłopcy mają już po piętnaście lat. Pewnie nienawidzą ojca za to, że ich zostawił.
- Nie zostawiłeś. To właśnie twój najstarszy syn powiedział mi, że tęsknią za wami.- Powiedziałem a mój brat pokiwał głową. Posiedzieliśmy jeszcze jakiś czas, dopóki nie skończył nam się miód. Następnego dnia Oliver i jego zespół ruszyli do stolicy a ja postanowiłem odwiedzić Mauvais. Teleportowałem się do jej zamku około południa.
- Cześć skarbie. Jak się czujesz?- Zapytałem całując ją na powitanie.
<Mauvais?>
Od Sorciego Cd Mauvais
Byłem szczęśliwy, tak bardzo szczęśliwy jak mało kto może być. W tym samym momencie jednak wokół rozległ się dźwięk dzwonków.
- Wybacz Mauvais, wzywają mnie. Chciałbym, żebyś poznała mój zamek, więc kiedy znajdziesz chwilkę teleportuj się do niego.- Zdążyłem jedynie powiedzieć i momentalnie zostałem prze teleportowany do siedziby Venatorów. Na całe szczęście nie działo się nic bardzo poważnego, jedynie pojawił się kolejny hellhound, którego trzeba było złapać. Minęło kilka miesięcy, zbliżał się listopad a razem z nim zimowa przerwa od polowań. Venatorzy z zasady nie polowali podczas żniw, gdy wszyscy byli potrzebni przy zbiorach ani podczas zimy, która miała być czasem wytchnienia dla łowców i dla ich ofiar. W końcu trzeba było odpocząć prawda? Dzisiaj nie miałem nic do roboty, więc siedziałem razem z moją rodziną w salonie i odpoczywałem. Roxane jak zawsze zajmowała się Dunmorem a Satine rozmawiała z Mauvais. Nagle rozległo się stukanie do drzwi.
- Pójdę otworzyć.- Powiedziała Satine i ruszyła by powitać naszych gości. Chwilę później w wejściu do pokoju pojawiła się moja żona w towarzystwie kilku osób.
- Olie!- Wykrzyknąłem i momentalnie poderwałem się z fotela po czym podszedłem do jednego z mężczyzn.
- Cześć braciszku.- Mruknął Oliver po czym ruszył za mną i zajął miejsce w jednym z foteli.
- Mauvais chciałbym Ci przedstawić mojego brata, Oliver'a i jego żony. Oliver, to moja narzeczona Mauvais.- Powiedziałem na co mój brat wstał i ukłonił się przed Mauvais.
- Witaj, nazywam się Oliver Pade, to moje żony: Katja, Fiona, Sonja, Laura i Elisabeth oraz moi współpracownicy: Rüdiger, Niel i Stephan. Miło nam Cię w końcu poznać wasza wysokość.- Powiedział po czym uśmiechnął się.
- Olie jest trubadurem i założycielem wędrownego zespołu Faun. Jego matka pochodziła z Niemiec dlatego też śpiewają w tym języku.- Powiedziałem uśmiechając się.
- Powinnaś posłuchać, na prawdę świetnie im to wychodzi.- Dodała Satine po czym wstała i uśmiechnęła się do wszystkich.
- Pójdę dopilnować podania obiadu, powinien być za jakieś 10 minut.- Powiedziała po czym ruszyła do kuchni.
- Zagramy dla was.- Powiedział mój brat a jego zespół zaczął rozkładać swoje instrumenty. Tak jak zapowiedziała moja żona obiad podano po dziesięciu minutach. Kiedy skończyliśmy Oliver i jego zespół zaczęli grać. Uśmiechnąłem się lekko słysząc, że jedną z zagranych piosenek jest ta, którą Oliver napisał o Venatorach.
- I jak Ci się podobało?- Zapytałem spoglądając na Mauvais gdy skończyli grać.
<Mauvais?>
- Wybacz Mauvais, wzywają mnie. Chciałbym, żebyś poznała mój zamek, więc kiedy znajdziesz chwilkę teleportuj się do niego.- Zdążyłem jedynie powiedzieć i momentalnie zostałem prze teleportowany do siedziby Venatorów. Na całe szczęście nie działo się nic bardzo poważnego, jedynie pojawił się kolejny hellhound, którego trzeba było złapać. Minęło kilka miesięcy, zbliżał się listopad a razem z nim zimowa przerwa od polowań. Venatorzy z zasady nie polowali podczas żniw, gdy wszyscy byli potrzebni przy zbiorach ani podczas zimy, która miała być czasem wytchnienia dla łowców i dla ich ofiar. W końcu trzeba było odpocząć prawda? Dzisiaj nie miałem nic do roboty, więc siedziałem razem z moją rodziną w salonie i odpoczywałem. Roxane jak zawsze zajmowała się Dunmorem a Satine rozmawiała z Mauvais. Nagle rozległo się stukanie do drzwi.
- Pójdę otworzyć.- Powiedziała Satine i ruszyła by powitać naszych gości. Chwilę później w wejściu do pokoju pojawiła się moja żona w towarzystwie kilku osób.
- Olie!- Wykrzyknąłem i momentalnie poderwałem się z fotela po czym podszedłem do jednego z mężczyzn.
- Cześć braciszku.- Mruknął Oliver po czym ruszył za mną i zajął miejsce w jednym z foteli.
- Mauvais chciałbym Ci przedstawić mojego brata, Oliver'a i jego żony. Oliver, to moja narzeczona Mauvais.- Powiedziałem na co mój brat wstał i ukłonił się przed Mauvais.
- Witaj, nazywam się Oliver Pade, to moje żony: Katja, Fiona, Sonja, Laura i Elisabeth oraz moi współpracownicy: Rüdiger, Niel i Stephan. Miło nam Cię w końcu poznać wasza wysokość.- Powiedział po czym uśmiechnął się.
- Olie jest trubadurem i założycielem wędrownego zespołu Faun. Jego matka pochodziła z Niemiec dlatego też śpiewają w tym języku.- Powiedziałem uśmiechając się.
- Powinnaś posłuchać, na prawdę świetnie im to wychodzi.- Dodała Satine po czym wstała i uśmiechnęła się do wszystkich.
- Pójdę dopilnować podania obiadu, powinien być za jakieś 10 minut.- Powiedziała po czym ruszyła do kuchni.
- Zagramy dla was.- Powiedział mój brat a jego zespół zaczął rozkładać swoje instrumenty. Tak jak zapowiedziała moja żona obiad podano po dziesięciu minutach. Kiedy skończyliśmy Oliver i jego zespół zaczęli grać. Uśmiechnąłem się lekko słysząc, że jedną z zagranych piosenek jest ta, którą Oliver napisał o Venatorach.
- I jak Ci się podobało?- Zapytałem spoglądając na Mauvais gdy skończyli grać.
<Mauvais?>
niedziela, 4 listopada 2018
Od Sorciego CD Mauvais
Uśmiechnąłem się lekko i spojrzałem na Mauvais.- Cieszę się, że czujesz to samo co ja.- Wyszeptałem przytulając do siebie mocno dziewczynę. Ucieszyłem się, że postanowiła mi uwierzyć i nie kazała mi odejść. Zrobiłbym to, niezależnie od tego, jak musiałbym później walczyć ze sobą by do niej wrócić. Uśmiechnąłem się na samą myśl o tym jak by to wyglądało. W tym samym momencie zauważyłem jeden, dość istotny problem, który mógł zaprzepaścić nasze wspólne życie.
<Mauvais?>
sobota, 3 listopada 2018
Od Sorciego Cd Mauvais
- Zależy mi na tobie, tak cholernie bardzo mi na tobie zależy. Nie wiem jak miałbym Ci udowodnić, że Cię kocham.- Powiedziałem po czym pocałowałem ją w czubek głowy.
- Nie umiem Ci pokazać jak bardzo Cię kocham. Rozumiem, że dla wielu, to co do Ciebie czuję nigdy nie powinno się zdarzyć. Jestem dla Ciebie za stary, te siedemnaście lat różnicy to dużo. Po za tym ja jestem już żonaty ale... Nie jestem w stanie zmienić tego co do Ciebie czuję. Może to nie miejsce dla nas, może to nie czas dla nas ale tak na prawdę mam to gdzieś. Zdaje mi się, że czekałem na Ciebie wiecznie ale cóż... Mogę poczekać jeszcze trochę. Co prawda wieczność może być dzisiaj nasza... jednakże kto czeka wiecznie?- Wyszeptałem a z moich oczu raz po raz skapywały łzy.
- Nie chcę Cię skrzywdzić, nie chcę też twojej władzy. Mam gdzieś to, że jesteś królową, dla mnie równie dobrze mogłabyś być pierwszą lepszą mieszczanką. Jeśli chcesz mogę odejść. Mogę przestać ranić Cię swoją bliskością. Zrobię to, mimo że bardzo Cię kocham i będzie to dla mnie trudne. W końcu ktoś mądry powiedział: "Jeśli coś kochasz pozwól mu odejść. Jeśli do Ciebie wróci jest twoje, jeśli nie nigdy twoim nie było". Decyzja należy do Ciebie, ja nie chcę Cię do niczego zmuszać.- Było mi ciężko, strasznie ciężko jednak musiało tak być. Nie chciałem jej zranić. Nagle skądś rozległy się dźwięki muzyki i śpiew.
- Nie umiem Ci pokazać jak bardzo Cię kocham. Rozumiem, że dla wielu, to co do Ciebie czuję nigdy nie powinno się zdarzyć. Jestem dla Ciebie za stary, te siedemnaście lat różnicy to dużo. Po za tym ja jestem już żonaty ale... Nie jestem w stanie zmienić tego co do Ciebie czuję. Może to nie miejsce dla nas, może to nie czas dla nas ale tak na prawdę mam to gdzieś. Zdaje mi się, że czekałem na Ciebie wiecznie ale cóż... Mogę poczekać jeszcze trochę. Co prawda wieczność może być dzisiaj nasza... jednakże kto czeka wiecznie?- Wyszeptałem a z moich oczu raz po raz skapywały łzy.
- Nie chcę Cię skrzywdzić, nie chcę też twojej władzy. Mam gdzieś to, że jesteś królową, dla mnie równie dobrze mogłabyś być pierwszą lepszą mieszczanką. Jeśli chcesz mogę odejść. Mogę przestać ranić Cię swoją bliskością. Zrobię to, mimo że bardzo Cię kocham i będzie to dla mnie trudne. W końcu ktoś mądry powiedział: "Jeśli coś kochasz pozwól mu odejść. Jeśli do Ciebie wróci jest twoje, jeśli nie nigdy twoim nie było". Decyzja należy do Ciebie, ja nie chcę Cię do niczego zmuszać.- Było mi ciężko, strasznie ciężko jednak musiało tak być. Nie chciałem jej zranić. Nagle skądś rozległy się dźwięki muzyki i śpiew.
There's no time for us
There's no place for us
What is this thing that builds our dreams yet slips away
from us
Who wants to live forever
Who wants to live forever....?
There's no chance for us
It's all decided for us
This world has only one sweet moment set aside for us
Who wants to live forever
Who wants to live forever?
Who dares to love forever?
When love must die
But touch my tears with your lips
Touch my world with your fingertips
And we can have forever
And we can love forever
Forever is our today
Who wants to live forever
Who wants to live forever?
Forever is our today
Who waits forever anyway?
<Mauvais?>
piątek, 2 listopada 2018
Od Sorciego Cd Mauvais
Co się ze mną dzieje? Nie mam pojęcia. Czuję się tak, jakbym jednocześnie zdradzał moje żony i Mauvais. Kiedy tylko przebywałem z Mauvais moje serce miało ochotę wyrwać się z piersi. Do tej pory doświadczyłem czegoś równie intensywnego jedynie raz: kiedy przebywałem z Satine. Gdy się poznaliśmy niemal dosłownie stanęło mi serce. Później poznałem jej bliźniaczą siostrę. Z Roxane nie łączyło mnie uczucie tak silne jak z jej starszą siostrą jednak również ją kochałem. Teraz znowu z kimś złączyła mnie miłość tak silna jak z Satine. Po skończonej kolacji Mauvais wróciła do siebie a ja poszedłem do swojego pokoju gdzie po jakimś czasie pojawiła się Satine.
- Sorci... Co Ci jest?- Zapytała siadając obok mnie i chwytając mnie za dłoń. Uśmiechnąłem się do niej nieco. Nie miałem czego przed nią ukrywać, w końcu i tak by się dowiedziała.
- Nie mam pojęcia. Czuję się tak jak wtedy gdy się poznaliśmy. Nie wiem dlaczego ale wydaje mi się, że ją kocham.
- Jeśli tak, to jej to powiedz. W końcu co ma być to będzie. Ani ja ani Roxane nie będziemy miały Ci tego za złe.- Powiedziała po czym pocałowała mnie w policzek i wyszła z pokoju. Następnego dnia postanowiłem spotkać się z Mauvais. Teleportowałem się do jej zamku. Znalazłem się w bibliotece tuż obok dziewczyny.
-Witaj Mauvais.
- Cześć Sorci.- Powiedziała dziewczyna a mnie przeszył dreszcz. Zależało mi na niej, tak strasznie mi na niej zależało.
- Mauvais... Muszę Ci coś powiedzieć... Ja... Zależy mi na tobie. Tak strasznie mi na tobie zależy. Myślę, że Cię kocham ale... Ale nie wiem czy to ma jakikolwiek sens...
- Sorci... Co Ci jest?- Zapytała siadając obok mnie i chwytając mnie za dłoń. Uśmiechnąłem się do niej nieco. Nie miałem czego przed nią ukrywać, w końcu i tak by się dowiedziała.
- Nie mam pojęcia. Czuję się tak jak wtedy gdy się poznaliśmy. Nie wiem dlaczego ale wydaje mi się, że ją kocham.
- Jeśli tak, to jej to powiedz. W końcu co ma być to będzie. Ani ja ani Roxane nie będziemy miały Ci tego za złe.- Powiedziała po czym pocałowała mnie w policzek i wyszła z pokoju. Następnego dnia postanowiłem spotkać się z Mauvais. Teleportowałem się do jej zamku. Znalazłem się w bibliotece tuż obok dziewczyny.
-Witaj Mauvais.
- Cześć Sorci.- Powiedziała dziewczyna a mnie przeszył dreszcz. Zależało mi na niej, tak strasznie mi na niej zależało.
- Mauvais... Muszę Ci coś powiedzieć... Ja... Zależy mi na tobie. Tak strasznie mi na tobie zależy. Myślę, że Cię kocham ale... Ale nie wiem czy to ma jakikolwiek sens...
<Mauvais?>
Od Sorciego Cd Mauvais
- Mauvais... Rozumiem, że nie lubisz kiedy ktoś chce się o Ciebie zatroszczyć jednakże musisz zrozumieć, że nie dasz rady uszczęśliwić wszystkich dookoła a nawet jeśli Ci się to uda to zrobisz to kosztem swojego własnego szczęścia.- Powiedziałem po czym podszedłem do niej i przytuliłem ją. W tym samym momencie zza okna dobiegł nas huk gromu.
- Znowu się zaczyna.- Mruknąłem po czym spojrzałem w oczy Mauvais.
- Wierzę, że kiedyś znajdziesz kogoś dzięki komu poczujesz się na prawdę szczęśliwa i będziesz mogła mu na prawdę zaufać.- Powiedziałem po czym pocałowałem ją w czubek głowy. W tym samym momencie zadzwonił dzwonek zwołujący wszystkich do stołu.
- Chodźmy, Satine nie wypuści Cię od nas bez obiadu.- Powiedziałem po czym chwyciłem ją za dłoń i poprowadziłem do jadalni. Tam czekał już na nas zastawiony stół a także Roxane i Poison.
- Siadaj Mauvais i częstuj się czym chcesz. Przy okazji chciałabym przedstawić Ci moje siostry: Poison i Roxane. Ja i Roxane jesteśmy bliźniaczkami.- Satine uśmiechnęła się do Mauvais a ja odsunąłem dla niej krzesło.
<Mauvais?>
- Znowu się zaczyna.- Mruknąłem po czym spojrzałem w oczy Mauvais.
- Wierzę, że kiedyś znajdziesz kogoś dzięki komu poczujesz się na prawdę szczęśliwa i będziesz mogła mu na prawdę zaufać.- Powiedziałem po czym pocałowałem ją w czubek głowy. W tym samym momencie zadzwonił dzwonek zwołujący wszystkich do stołu.
- Chodźmy, Satine nie wypuści Cię od nas bez obiadu.- Powiedziałem po czym chwyciłem ją za dłoń i poprowadziłem do jadalni. Tam czekał już na nas zastawiony stół a także Roxane i Poison.
- Siadaj Mauvais i częstuj się czym chcesz. Przy okazji chciałabym przedstawić Ci moje siostry: Poison i Roxane. Ja i Roxane jesteśmy bliźniaczkami.- Satine uśmiechnęła się do Mauvais a ja odsunąłem dla niej krzesło.
<Mauvais?>
Od Sorciego Cd Mauvais
Zaraz po wyjściu Mauvais teleportowałem się do swojego zamku. Miałem wrażenie, że już raczej nie będziemy dogadywać się tak jak wcześniej. Satine i Roxane były bardzo szczęśliwe, że przez najbliższy czas nie będę się narażał ale nie podobało im się moje wybite ramie. No cóż świat bywa okrutny. Następne dwa tygodnie siedziałem jedynie w domu i doglądałem zbiorów, ewentualnie bawiłem się z przybranym synem lub zajmowałem robotą papierkową.
- Tato poczytasz mi?- Zapytał któregoś dnia Dunmore przybiegając do mnie z wielką książką baśni.
- No to chodź tu mały.- Powiedziałem po czym posadziłem go sobie na kolanie i zacząłem czytać:
- Tato poczytasz mi?- Zapytał któregoś dnia Dunmore przybiegając do mnie z wielką książką baśni.
- No to chodź tu mały.- Powiedziałem po czym posadziłem go sobie na kolanie i zacząłem czytać:
Pewna wdowa miała dwie córki, z których jedna była ładna i pracowita, druga zaś
brzydka i leniwa. Matka więcej jednak kochała brzydką i leniwą dziewczynkę, gdyż była to
jej rodzona córka, zaradna i pracowita pasierbica wykonywała najcięższą robotę. Biedna
dziewczyna co dzień musiała siadać przy studni i prząść, aż krew ciekła jej z palców.
Razu pewnego zdarzyło się, że zakrwawiło się i wrzeciono. Dziewczyna nachyliła się
nad studnią, aby je obmyć, ale wrzeciono wymknęło się jej z ręki i wpadło do wody.
Z płaczem pobiegła dziewczyna do macochy i powiedziała jej, co się stało. Ale zła macocha
wyłajała ją ostro i rzekła:
- Jeśli wrzuciłaś wrzeciono do studni, to musisz je także stamtąd wydobyć!
Wróciła więc dziewczyna do studni i nie wiedziała, co począć. W obawie przed
gniewem macochy wskoczyła do studni, aby wydobyć wrzeciono. W tej chwili straciła
przytomność, a gdy się obudziła, znajdowała się na pięknej łące. oświetlonej blaskiem
słonecznym i usianej tysiącami kwiatów.
Poszła dziewczyna łąką przed siebie, aż doszła do wielkiego pieca, pełnego chleba.
A rumiane bochenki wołały:
- Ach, wyjmij nas. ach, wyjmij nas, bo się spalimy; dawno już jesteśmy upieczone!
Dziewczyna zbliżyła się, wzięła łopatę leżącą opodal i wyjęła wszystkie bochenki.
Szła dalej i doszła do jabłoni okrytej tysiącami dojrzałych jabłek, które wołały:
- Ach, strząśnij nas, ach, strząśnij nas, dawno już jesteśmy dojrzałe!
Dziewczyna potrząsnęła drzewem, a wszystkie jabłka pospadały niby deszcz. Potem
złożyła je na jedno miejsce i poszła dalej.
Wreszcie doszła do małego domku, z którego wyglądała stara kobieta o wielkich
zębach. Dziewczynka przelękła się bardzo i chciała uciekać, ale staruszka rzekła:
- Czego się boisz, drogie dziecię? Zostań u mnie! Jeśli starannie wykonywać będziesz
wszelką robotę, niczego ci nie zabraknie. Musisz tylko uważać ścieląc moje łóżko, abyś
dobrze trzepała pościel, bo gdy pierze z niej leci, śnieg pada na ziemię. Jestem pani Zamieć.
Ponieważ staruszka przemawiała łagodnie, dziewczynka nabrała odwagi i przyjęła
u niej służbę. Wszelką pracę spełniała ku jej zadowoleniu i starannie trzepała pościel,
aż pierze leciało jak płatki śniegu. Za to miała też u niej miłe życie, nigdy nie usłyszała złego
słowa, a co dzień dostawała pieczyste i leguminę.
Po pewnym czasie ogarnął dziewczynkę smutek. Początkowo nie wiedziała sama,
czego jej brak, ale potem zrozumiała, że trapi ją tęsknota za domem rodzinnym. Chociaż było
jej tu tysiąc razy lepiej niż u macochy, tęskniła jednak za domem. Wreszcie rzekła do pani
Zamieci:
- Tęskno mi za domem, a choć dobrze jest na dole, nie mogę jednak dłużej tu zostać,
muszę wrócić na górę, do domu.
- Bardzo to pięknie - rzekła pani Zamieć - że tęsknisz za domem. A że służyłaś mi
pilnie, sama cię odprowadzę.
Wzięła dziewczynkę za rękę i powiodła ją pod wysokie wrota. Kiedy je otwarto, spadł
na dziewczynę złoty deszcz i tak przylgnął do niej, że cała była pokryta złotem.
- Oto nagroda za twoją pilność - rzekła pani Zamieć i oddała jej także wrzeciono, które
jej wpadło do studni.
Potem wrota zawarły się, a dziewczynka znalazła się na łące, w pobliżu domu swej
macochy.
A gdy wchodziła na podwórze, kogut, siedzący na płocie, zapiał:
- Kukurykuuu!
Nasza złota panienka znów jest tu!
Dziewczynka weszła do domu, a że cała okryta była złotem, macocha i siostra przyjęły
ją dobrze. Opowiedziała im wszystko, co ją spotkało, a gdy macocha usłyszała o tym, chciała
i swoją leniwą córkę posłać do pani Zamieci, aby również zdobyła takie bogactwo. Kazała jej
więc usiąść przy studni i prząść. Brzydka córka ukłuła się w palec, wrzuciła zakrwawione
wrzeciono do studni i sama skoczyła za nim.
Podobnie jak i siostra znalazła się na pięknej łące i poszła tą samą drogą.
Gdy doszła do pieca, bochenki zawołały:
- Ach, wyjmij nas, ach, wyjmij nas, jesteśmy już upieczone!
Ale leniwa dziewczyna odparła:
- Ani mi się śni brudzić rąk! - I poszła dalej. Gdy przybyła do jabłoni, jabłka zawołały:
- Ach, strząśnij nas, ach, strząśnij nas, jesteśmy już dojrzałe!
Ale dziewczyna odparła:
- Ani mi się śni, mogłoby mi któreś spaść na głowę! I poszła dalej.
Gdy przybyła przed dom pani Zamieci, nie przestraszyła się wcale, bo słyszała już o
jej zębach, i wnet zgodziła się do niej na służbę.
Pierwszego dnia wysilała się, była pilna i grzeczna, gdyż myślała o spodziewanej
nagrodzie. Ale już następnego dnia poczęła zaniedbywać pracę, a na trzeci dzień wcale nie
chciała wstać rano. Nie zaścieliła też łóżka pani Zamieci i nie wytrzepała poduszek.
Toteż wkrótce pani Zamieć wymówiła jej służbę. Leniwa dziewczyna rada była z tego
i sądziła, że i na nią spadnie złoty deszcz. Pani Zamieć powiodła i ją pod wysokie wrota, ale
zamiast złota spadł na nią deszcz smoły.
- Oto nagroda za twe lenistwo! - rzekła pani Zamieć i zamknęła wrota.
Wróciła więc leniwa dziewczyna do domu, oblana cała smołą, a kogut, siedzący na płocie,
zapiał:
- Kukurykuuu!
Nasza brudna panienka znów jest tu!
Smoła zaś tak się do niej przylepiła, że przez całe życie nie mogła jej zmyć.
- Przeczytasz mi jeszcze jedną bajkę?- Zapytał Dunmore na co uśmiechnąłem się i zacząłem szukać następnej baśni. W tym samym momencie ktoś zakołatał do drzwi. Satine jak przystało na panią domu poszła otworzyć.
- Witaj wasza wysokość, wejdź.- Dobiegł mnie głos żony. Naszym gościem raczej nie mógł być mój ojciec, bo nigdy nie tytułowała go waszą wysokością, zawsze nazywała ojcem. W tej samej chwili w drzwiach salonu pojawiła się Mauvasi.
- Witaj Mauvais.- Powitałem ją i uśmiechnąłem się lekko.
- Dunmore zanieś książkę do pokoju i idź po Roxane i Poison.- Powiedziała Satine wchodząc do salonu. Gdy chłopiec wyszedł zwróciła się do Mauvais.
- Mam nadzieję, że zostaniesz z nami na obiedzie, Wasza Wysokość. Jestem Satine, żona Sorciego i hrabina Transylwanii.- Przedstawiła się moja żona, uśmiechając się przyjaźnie do Mauvais.
<Mauvais?>
środa, 31 października 2018
Od Sorciergo Cd Mauvais
Uśmiechnąłem się lekko i położyłem swoją prawą dłoń na jej dłoni.
- Mam nadzieję, że jednak nigdy do tego nie dojdzie.- Powiedziałem po czym spojrzałem jej w oczy.
- Znaczy się... Mam nadzieję, że nigdy nie zdecydujesz się opuścić tego świata, byłby znacznie smutniejszy.- Uśmiechnąłem się po czym szybko zabrałem dłoń. Jakoś głupio mi się zrobiło.
- Sorci... Mam pytanie... Masz może kogoś?- Zapytała rumieniąc się przy tym. Westchnąłem i podrapałem się po leżącej na temblaku ręce. Nie mogłem jej okłamać. Raz, że nie lubiłem kłamać, a dwa, że zbyt bardzo zbliżyłem się do Mauvais i chciałem być wobec niej fair.
- Mam... Mam dwie żony.- Powiedziałem wbijając oczy w podłogę.
- Czy przypadkiem nie wyznajesz prawosławia?- Zapytała jakby zdziwiona tym co powiedziałem.
- Wyznaję, jednak ten mniej restrykcyjny co do małżeństw odłam. Kilkaset lat temu patriarcha stwierdził, że skoro Abraham i Jakub mieli po kilka żon to nic nie stoi na przeszkodzie by i każdy inny mężczyzna miał ich kilka jeśli tylko je miłuje.- Odparłem na co dziewczyna pokiwała głową.
- Macie dzieci?
- Nie... Mieliśmy dwóch synów ale zmarli. Ostatnio adoptowaliśmy chłopca, syna mojego przyjaciela ale on niestety nigdy tak na prawdę nie będzie moim synem, mimo że bardzo go kocham. Mam nadzieję, że Cię nie rozczarowałem.- Mruknąłem po czym spuściłem głowę.
<Mauvais?>
- Mam nadzieję, że jednak nigdy do tego nie dojdzie.- Powiedziałem po czym spojrzałem jej w oczy.
- Znaczy się... Mam nadzieję, że nigdy nie zdecydujesz się opuścić tego świata, byłby znacznie smutniejszy.- Uśmiechnąłem się po czym szybko zabrałem dłoń. Jakoś głupio mi się zrobiło.
- Sorci... Mam pytanie... Masz może kogoś?- Zapytała rumieniąc się przy tym. Westchnąłem i podrapałem się po leżącej na temblaku ręce. Nie mogłem jej okłamać. Raz, że nie lubiłem kłamać, a dwa, że zbyt bardzo zbliżyłem się do Mauvais i chciałem być wobec niej fair.
- Mam... Mam dwie żony.- Powiedziałem wbijając oczy w podłogę.
- Czy przypadkiem nie wyznajesz prawosławia?- Zapytała jakby zdziwiona tym co powiedziałem.
- Wyznaję, jednak ten mniej restrykcyjny co do małżeństw odłam. Kilkaset lat temu patriarcha stwierdził, że skoro Abraham i Jakub mieli po kilka żon to nic nie stoi na przeszkodzie by i każdy inny mężczyzna miał ich kilka jeśli tylko je miłuje.- Odparłem na co dziewczyna pokiwała głową.
- Macie dzieci?
- Nie... Mieliśmy dwóch synów ale zmarli. Ostatnio adoptowaliśmy chłopca, syna mojego przyjaciela ale on niestety nigdy tak na prawdę nie będzie moim synem, mimo że bardzo go kocham. Mam nadzieję, że Cię nie rozczarowałem.- Mruknąłem po czym spuściłem głowę.
<Mauvais?>
Od Sorciego Cd Mauvais
Łowy... Większość Venatorów je kocha, kocha ten szał, który ogarnia wszystkich podczas polowania. Oczywiście do pewnego stopnia da się kontrolować ten szał, jednakże jest to niezwykle trudne. Niedługo po wyjściu Mauvais wszyscy zaczęli zbierać się w największej z jaskiń. Wyznaczeni do pilnowania hellhoundów łowcy trzymali swoich podopiecznych na specjalnych łańcuchach. Obok mojego boku kroczył zaś dumnie największy i najgroźniejszy z piekielnych ogarów jaki jak na razie pojawił się na ziemi. Był niekwestionowanym przywódcą, przynajmniej do czasu gdy pojawi się następny i nie zabije go. Po jakimś czasie wszyscy byli już gotowi. Zawyłem głośno i ruszyliśmy. Tym razem naszym celem był dziki smok (dziki to znaczy pozbawiony woli i rozumu, bardzo niebezpieczny), który narobił sporych szkód w zachodnim namiestnictwie, zabił ponad pięćset osób a potem zapadł się pod ziemię. Hellhoundy od razu złapały trop i pognały w sobie tylko znanym kierunku a my za nimi. Po kilku dniach tropienia w końcu znaleźliśmy kryjówkę smoka. Wszystkich Venatorów zaczął ogarniać bojowy szał. Niestety smok okazał się bardzo trudnym przeciwnikiem i dopiero po kolejnym tygodniu udało nam się go w końcu zabić. Kiedy zwierzę w końcu padło a szał się ulotnił przystąpiłem do szacowania strat. Nie były one może zbyt poważne: kilka złamań, mnóstwo stłuczeń, zwichnięć i skręceń, poparzenia, wszelkiego rodzaju rany cięte, kłute, miażdżone, szarpane, całe szczęście nikt nie zginął ani nie ucierpiał na tyle poważnie by musieć zrezygnować z pracy. Ja sam również nie ustrzegłem się kilku urazów: dość poważnie wybiłem sobie bark, a do kolekcji moich blizn niewątpliwie dołączy kolejne pięć, które powstaną z ran na mojej piersi pozostawionych przez pazury smoka. Drobniejsze zranienia opatrzyliśmy na miejscu jednakże poważniejsze urazy musiały poczekać aż wrócimy do naszej siedziby. Ci z łowców, którzy nie ucierpieli w zbyt dużym stopniu zajęli się sprzątaniem: ze smoka zerwano skórę, wyrwano mu kły i odcięto szpony. Wtedy kilku łowców na co dzień zajmujących się rzeźnictwem odcięło mięso smoka od jego kości, po czym zapakowało do specjalnego magicznego worka bez dna. Po całym dniu pracy ciało smoka zniknęło tak jakby go nigdy nie było. W końcu po dwóch tygodniach wróciliśmy do Transylwanii. Lekarz nastawił mi bark i usztywnił go po czym zabronił mi przeciążać go przez najbliższe kilka miesięcy, przez najbliższy miesiąc zaś nie mogłem go używać wcale. Całe szczęście zaczynały się żniwa czyli czas, kiedy nie polujemy. Trzy kły, które zabrałem ze skarbca kazałem oprawić w srebro i zrobić z nich naszyjniki. Dwa oczywiście otrzymały moje żony, trzeci postanowiłem podarować Mauvais. Kiedy w końcu pozwolono mi opuścić zamek postanowiłem ją odwiedzić. Prze teleportowałem się do zamku dziewczyny, dokładniej do biblioteki gdzie udało mi się zastać królową.- Witaj Mauvais. Przepraszam, że wcześniej Cię nie odwiedziłem ale miałem pewne problemy.- Powiedziałem wskazując na bark.
- Poza tym mam coś dla Ciebie.- Powiedziałem wyciągając z kieszeni pudełko z wisiorkiem z kła smoka.
- Mam nadzieję, że Ci się spodoba.
<Mauvais?>
środa, 24 października 2018
Od Sorciego Cd Mauvais
Uśmiechnąłem się lekko i pokiwałem głową.
- Cieszę się, że mogłem Ci pomóc.- Uśmiechnąłem się po raz wtóry po czym przemieniłem się w moją pół wilczą, pół ludzką postać. Mauvais przyglądała mi się zaintrygowana. Sięgnąłem na do leżącej na ziemi torby z której wyjąłem kilka pasów. Pierwszy przypiąłem do uda, zawieszając na nim pochwę sztyletu. Podobnie poczyniłem z kolejnymi trzema z których jeden wylądował na drugim udzie a pozostałe na obu łydkach. Kolejne pasy przymocowałem do ramion oraz pleców. Po chwili we wszystkie pochwy zacząłem wkładać srebrne sztylety, do tych na plecach włożyłem dwa miecze. Po chwili do brzucha przymocowałem ostatni pas, do którego przytwierdziłem moje bicze.
- Wybacz mi Mauvais jednakże chyba dzisiaj nie będziemy mogli porozmawiać zbyt długo. Wyruszamy na łowy i prosiłbym Cię żebyś nie używała dzwonka, który Ci dałem przez najbliższe dwa, trzy tygodnie jeśli, nie będzie to absolutnie konieczne. Przykro mi, że nie będziemy mogli rozmawiać, jednakże muszę robić to, co muszę.- Powiedziałem po czym sięgnąłem po wiszący nieopodal łańcuch.
- Mam nadzieję, że nie obrazisz się na mnie.
<Mauvais?>
- Cieszę się, że mogłem Ci pomóc.- Uśmiechnąłem się po raz wtóry po czym przemieniłem się w moją pół wilczą, pół ludzką postać. Mauvais przyglądała mi się zaintrygowana. Sięgnąłem na do leżącej na ziemi torby z której wyjąłem kilka pasów. Pierwszy przypiąłem do uda, zawieszając na nim pochwę sztyletu. Podobnie poczyniłem z kolejnymi trzema z których jeden wylądował na drugim udzie a pozostałe na obu łydkach. Kolejne pasy przymocowałem do ramion oraz pleców. Po chwili we wszystkie pochwy zacząłem wkładać srebrne sztylety, do tych na plecach włożyłem dwa miecze. Po chwili do brzucha przymocowałem ostatni pas, do którego przytwierdziłem moje bicze.
- Wybacz mi Mauvais jednakże chyba dzisiaj nie będziemy mogli porozmawiać zbyt długo. Wyruszamy na łowy i prosiłbym Cię żebyś nie używała dzwonka, który Ci dałem przez najbliższe dwa, trzy tygodnie jeśli, nie będzie to absolutnie konieczne. Przykro mi, że nie będziemy mogli rozmawiać, jednakże muszę robić to, co muszę.- Powiedziałem po czym sięgnąłem po wiszący nieopodal łańcuch.
- Mam nadzieję, że nie obrazisz się na mnie.
<Mauvais?>
wtorek, 23 października 2018
Od Sorciego Cd Mauvais
Wizje przeszłości, które sam przywoływałem zazwyczaj mnie dość mocno wyczerpywały, zwłaszcza, jeśli nie byłem związany więzami krwi z osobami, których przeszłość chcę zobaczyć. Dodatkowo kiedy chciałem jeszcze pokazać wizję innym osobom moje wyczerpanie rosło. Tak było i tym razem: wizja śmierci rodziców Mauvais wyczerpała mnie jednak nie tylko fizycznie ale i psychicznie. Kiedy dziewczyna zakończyła wizję opadłem ciężko na krzesło na którym siedziałem i zacząłem ciężko oddychać, moje ciało zaś oblał zimny pot. To było straszne, tym bardziej, że niestety odczuwałem to samo co osoby w mojej wizji: ból, żal, cierpienie i wszystko inne co czuli rodzice Mauvais. Czułem żal jej ojca po śmierci żony i to jak bardzo cierpiał zakładając na szyję pętlę. Nie chciał zostawiać córki, jednakże nie wyobrażał sobie życia bez ukochanej. Potarłem szyję by pozbyć się wrażenia zaciskającej się na niej pętli.
- Mauvais... Twoi rodzice Cię kochali. Ojciec nie chciał Cię zostawić jednakże nie wyobrażał sobie życia bez żony. Ból go przerósł. Nie obwiniaj go o nic. Wiedział, że będziesz wspaniałą królową, ja też to wiem. Podnieś głowę i żyj.- Powiedziałem i położyłem moją dłoń na jej dłoni. Mauvais otworzyła oczy i spojrzała na mnie.
- Dobrze się czujesz?- Zapytała przyglądając mi się.
- Tak, nic mi nie będzie, nie przejmuj się.- Powiedziałem by ją uspokoić. Co prawda nie była to do końca prawda ale nie zamierzałem jej martwić. Doskonale wiedziałem, że jestem przerażająco blady ale wiedziałem, że raczej powinno mi to przejść.
- Wierz w siebie. Twoi rodzice w Ciebie wierzyli więc nie zawiedź ich.
<Mauvais?>
- Mauvais... Twoi rodzice Cię kochali. Ojciec nie chciał Cię zostawić jednakże nie wyobrażał sobie życia bez żony. Ból go przerósł. Nie obwiniaj go o nic. Wiedział, że będziesz wspaniałą królową, ja też to wiem. Podnieś głowę i żyj.- Powiedziałem i położyłem moją dłoń na jej dłoni. Mauvais otworzyła oczy i spojrzała na mnie.
- Dobrze się czujesz?- Zapytała przyglądając mi się.
- Tak, nic mi nie będzie, nie przejmuj się.- Powiedziałem by ją uspokoić. Co prawda nie była to do końca prawda ale nie zamierzałem jej martwić. Doskonale wiedziałem, że jestem przerażająco blady ale wiedziałem, że raczej powinno mi to przejść.
- Wierz w siebie. Twoi rodzice w Ciebie wierzyli więc nie zawiedź ich.
<Mauvais?>
Od Sorciego CD Mauvais
Uśmiechnąłem się lekko i położyłem dłoń na jej dłoni.
- Niech sobie porównują Cię do kogo chcą. Nie przejmuj się tym i żyj, po prostu żyj, tak jak chcesz żyć.- Powiedziałem po czym pociągnąłem ją za sobą.
- Dobra idziemy.- Powiedziałem po czym teleportowałem nas do biblioteki na zamku Mauvais.
- To najlepsze miejsce do znalezienia informacji. Jeśli chcesz się dowiedzieć czegoś o panowaniu ojca zacznij szukać tutaj. Jeśli nie znajdziesz tego, co Cię interesuje tutaj, przeniesiesz się do biblioteki w Valahii. Tam na pewno znajdziesz to czego chcesz.- Powiedziałem po czym usiadłem na stojącym obok krześle.
- Zanim jednak do tego przejdziemy spróbujemy czegoś innego. Chwyć mnie za rękę i wyobraź sobie moment z życia rodziców, który chcesz zobaczyć.- Powiedziałem po czy wyciągnąłem dłoń do dziewczyny. Mauvais chwyciła mnie za dłoń i skupiła się. Ja sam zaś zamknąłem oczy i uaktywniłem moc pozwalającą mi zobaczyć przeszłość.
- Skup się i pamiętaj, że to już się wydarzyło. Nie możesz zmienić przeszłości.- Wyszeptałem do dziewczyny. Po czym otworzyłem portal do przeszłości.
<Mauvais?>
- Niech sobie porównują Cię do kogo chcą. Nie przejmuj się tym i żyj, po prostu żyj, tak jak chcesz żyć.- Powiedziałem po czym pociągnąłem ją za sobą.
- Dobra idziemy.- Powiedziałem po czym teleportowałem nas do biblioteki na zamku Mauvais.
- To najlepsze miejsce do znalezienia informacji. Jeśli chcesz się dowiedzieć czegoś o panowaniu ojca zacznij szukać tutaj. Jeśli nie znajdziesz tego, co Cię interesuje tutaj, przeniesiesz się do biblioteki w Valahii. Tam na pewno znajdziesz to czego chcesz.- Powiedziałem po czym usiadłem na stojącym obok krześle.
- Zanim jednak do tego przejdziemy spróbujemy czegoś innego. Chwyć mnie za rękę i wyobraź sobie moment z życia rodziców, który chcesz zobaczyć.- Powiedziałem po czy wyciągnąłem dłoń do dziewczyny. Mauvais chwyciła mnie za dłoń i skupiła się. Ja sam zaś zamknąłem oczy i uaktywniłem moc pozwalającą mi zobaczyć przeszłość.
- Skup się i pamiętaj, że to już się wydarzyło. Nie możesz zmienić przeszłości.- Wyszeptałem do dziewczyny. Po czym otworzyłem portal do przeszłości.
<Mauvais?>
Od Sorciego Cd Mauvais
Ruszyłem w stronę zamku a po chwili wszedłem do przestronnego holu. W tym samym momencie z schodów zaczęły schodzić moje żony. Satine uśmiechnęła się i przyspieszyła kroku. Roxane tymczasem przyglądała mi się ze smutkiem prowadząc za rękę małego Dunmore'a.
- Witaj Satine.- Powitałem żonę po czym pocałowałem ją. W tym samym momencie Dunmore wyrwał się Roxane i podbiegł do mnie po czym wskoczył mi w ramiona. Powitałem przybranego syna, który natychmiastowo po powitaniu uciekł do swojego pokoju. Roxane tymczasem podeszła do mnie powoli i cmoknęła mnie jedynie w policzek.
- Coś się stało?- Zapytałem spoglądając na obie kobiety.
- Roxane wpadła w melancholię.- Wyjaśniła Satine przytulając siostrę. Satine i Roxane były siostrami- dokładniej rzecz ujmując bliźniaczkami. Miały jeszcze trzecią siostrę - Poison. Moja szwagierka również mieszkała na moim zamku jednakże zazwyczaj nie zaprzątała sobie głowy moimi przyjazdami do zamku.
- Nie przejmuj się skarbie. Za kilka dni mi przejdzie.- Powiedziała Roxane po czym ruszyła za Dunmorem.
- Może spędzimy dzisiaj noc razem?- Zapytała Satine przytulając się do mnie.
- Stęskniłem się za tobą.- Wyznałem po czym ruszyliśmy do naszej sypialni.
- Kocham Cię... - Wyszeptałem po czym pocałowałem ją namiętnie. Chwilę później wylądowaliśmy w łóżku. Następnego dnia obudziłem się dość wcześnie. Nagle w powietrzu usłyszałem dźwięk dzwonka. Momentalnie poderwałem się do pionu. Zdążyłem jedynie wciągnąć na siebie bieliznę, złapać koszulę i spodnie po czym niezależnie od mojej woli zostałem prze teleportowany do pokoju Mauvais. Oczywiście zapomniałem jej powiedzieć, że po użyciu dzwonka zostaję teleportowany do miejsca jej pobytu tak jak stoję, co może być czasem niezbyt komfortowe. Właśnie w takiej sytuacji właśnie się znaleźliśmy.
- Cześć Mauvais... Wybacz mi mój strój ale no cóż... Hmm...- Ciężko było wytłumaczyć mój strój.
- Chciałaś pogadać? Jeśli tak, to mogę się gdzieś ubrać?- Zapytałem spoglądając na nią.
<Mauvais?>
Od Sorciego Cd Mauvais
Uśmiechnąłem się lekko i spojrzałem na nią.- Oboje znamy pewne swoje sekrety. Chyba więc chociaż trochę sobie ufamy.- Powiedziałem po czym wyjrzałem przez okno. Robiło się późno, zapadał już zmierzch.
- Chyba powinnaś wracać do domu. Pozwól, że Cię odprowadzę.- Powiedziałem i podałem jej ramię, które ona chwyciła. Teleportowałem nas do zamku królewskiego w Syntherii, dokładniej do pokoju Mauvais. Trzeba było się zbierać do domu, gdyby ktoś zauważył mnie w prywatnym pokoju królowej mógłby przecież pomyśleć nie wiadomo co a ja wolałem unikać skandali, nie byłem Donovanem, który je uwielbiał.
- Jeśli chciałabyś się ze mną spotkać albo potrzebowałabyś pomocy wyszeptaj przy dzwonku moje imię a później nim zadzwoń. Zawsze się zjawię nieważne co bym robił ani gdzie byś była. Do zobaczenia w przyszłości.- Powiedziałem podając dziewczynie srebrny dzwonek po czym ukłoniłem się i wróciłem do Valahii, dokładniej rzecz ujmując do mojego zamku w Transylwanii.
<Mauvais?>
poniedziałek, 22 października 2018
Od Sorciego Cd Mauvais
Uśmiechnąłem się ukazując nieco moje wampiro podobne kły.
- Dobrze myślisz. Posiadam pewną moc, dzięki której mogę zablokować dostęp do moich myśli i wspomnień innym osobom. Uwierz mi, że w tej jaskini bardzo się to przydaje, zwłaszcza, że wszyscy tutaj potrafią czytać w myślach.- Powiedziałem po czym spojrzałem na klatkę, w której jeden z hellhoundów chodził od jednej ściany do drugiej.
- Ja również potrafię czytać w myślach, jednak nie robię tego często. W zasadzie w ogóle od kiedy skończyłem osiemnaście lat. Widzisz... Zdradzę Ci pewien sekret, jednak proszę nie mów o tym nikomu... Moja matka była widzącą... Z tego co wiem najpotężniejszą w całej Valahii, możliwe, że nawet na świecie. Odziedziczyłem po niej pewne zdolności, co prawda w mniejszej skali ale jednak...
- Czy przypadkiem twoją matką nie jest Samantha?- Zapytała spoglądając na mnie zdziwiona.
- Wszyscy tak myślą, jednakże nie jest to prawda. Moją matką jest pierwsza żona ojca - Elisabetha.- Powiedziałem po czym dotknąłem jej dłoni a z mojej głowy wypłynęły obrazy, które niegdyś ja zobaczyłem w wizji.
- Czasem widzę przeszłość i przyszłość. A to... no cóż po części to pamiętałem, choć wydaje się to nieprawdopodobne. Nikt nie wie, że jestem widzącym i wolę żeby tak zostało. Wszystkie kobiety ojca wiedzą o tym, choć wciąż mu nie powiedziały, że Mihnea i ja jesteśmy synami Elisabethy. Nie chcę władcy, moje hrabstwo i Venatorzy w zupełności mi wystarczą.- Powiedziałem po czym sięgnąłem po klucz i otworzyłem klatkę. Hellhound podszedł do mnie i wsunął swój łeb pod moją dłoń.
- Venatorzy są czasem utożsamiani z Dzikim Łowem. Jesteśmy łowcami, polujemy na mroczne istoty ale nie tylko. Naszymi ofiarami są również złoczyńcy. Nigdy jednak nie polujemy sami. Zawsze towarzyszą nam demoniczne psy hellhoundy, nigdy nie gubiące tropu. Jednak problem z nimi jest jeden. Nigdy nikogo nie słuchają, nikogo z wyjątkiem mnie.- Powiedziałem po czym spojrzałem na dziewczynę.
- Venatorzy nie są jak większość. Hellhoundy nie pojawiają się na tym świecie zbyt często. Kiedy już jednak to zrobią prawie nigdy nie rozmnażają się z przedstawicielami innych gatunków. Jednak jeśli się to zdarzy z związku takiego rodzą się Hundjägerzy. Są oni najlepszymi łowcami. W żyłach Venatorów płynie krew hellhoundów jednak u niektórych jest ona niesamowicie rozwodniona, Ci są najgorsi, nie potrafią panować nad szaleństwem, które stopniowo ich ogarnia. W końcu wpadają w szał, kiedy muszą odejść, bo stanowią zagrożenie. Pierwszą oznaką szaleństwa jest znęcanie się nad demonem z którym muszę pracować. Jedynie mający w sobie krew piekielnego ogara mogą być Venatorami.- Powiedziałem niezbyt przytomnie. Kolejna wizja akurat w takim momencie. Nagle otrząsnąłem się a hellhound pod moją dłonią spiął się i odwrócił w tył warcząc. Ja również się odwróciłem i momentalnie przemieniłem w pół wilczą, pół ludzką formę. W korytarzu kilka metrów dalej stał Johan, w pełni przemieniony z krwią pomieszaną z śliną i czarną, przypominającą smołę cieczą.
- Cofnij się.- Powiedziałem do dziewczyny i wyjąłem z pochwy srebrny sztylet. W tym samym momencie klatki otworzyły się a piekielne ogary skoczyły na mężczyznę. Przyszpiliły go do ziemi niemal rozrywając mięśnie. Podszedłem powoli do leżącego już nie mężczyzny, a stwora jakim się stał.
- Dostałeś szansę i ją straciłeś... Requiescant in pace.- Wyszeptałem po czym wbiłem w serce stwora sztylet. Hellhoundy wróciły do swoich klatek, które zamknęły się za nimi a wokół nas pojawili się inni Venatorzy. Zabrali ciało i tak, jak wiele razy wcześniej ruszyli je pogrzebać. Odwróciłem się do dziewczyny i przemieniłem znów w człowieka.
- Wybacz, to co tutaj widziałaś. Niestety to codzienność Venatorów... Moja codzienność... Szaleństwo potrafi nas dopaść w najmniej oczekiwanym momencie. Ja jako ich dowódca muszę pozbywać się tych, których ono dopadło.- Wyszeptałem po czym teleportowałem nas z powrotem na zamek, jednak nie do sali tronowej a do mojego dawnego pokoju.
<Mauvais?>
- Dobrze myślisz. Posiadam pewną moc, dzięki której mogę zablokować dostęp do moich myśli i wspomnień innym osobom. Uwierz mi, że w tej jaskini bardzo się to przydaje, zwłaszcza, że wszyscy tutaj potrafią czytać w myślach.- Powiedziałem po czym spojrzałem na klatkę, w której jeden z hellhoundów chodził od jednej ściany do drugiej.
- Ja również potrafię czytać w myślach, jednak nie robię tego często. W zasadzie w ogóle od kiedy skończyłem osiemnaście lat. Widzisz... Zdradzę Ci pewien sekret, jednak proszę nie mów o tym nikomu... Moja matka była widzącą... Z tego co wiem najpotężniejszą w całej Valahii, możliwe, że nawet na świecie. Odziedziczyłem po niej pewne zdolności, co prawda w mniejszej skali ale jednak...
- Czy przypadkiem twoją matką nie jest Samantha?- Zapytała spoglądając na mnie zdziwiona.
- Wszyscy tak myślą, jednakże nie jest to prawda. Moją matką jest pierwsza żona ojca - Elisabetha.- Powiedziałem po czym dotknąłem jej dłoni a z mojej głowy wypłynęły obrazy, które niegdyś ja zobaczyłem w wizji.
- Czasem widzę przeszłość i przyszłość. A to... no cóż po części to pamiętałem, choć wydaje się to nieprawdopodobne. Nikt nie wie, że jestem widzącym i wolę żeby tak zostało. Wszystkie kobiety ojca wiedzą o tym, choć wciąż mu nie powiedziały, że Mihnea i ja jesteśmy synami Elisabethy. Nie chcę władcy, moje hrabstwo i Venatorzy w zupełności mi wystarczą.- Powiedziałem po czym sięgnąłem po klucz i otworzyłem klatkę. Hellhound podszedł do mnie i wsunął swój łeb pod moją dłoń.
- Venatorzy są czasem utożsamiani z Dzikim Łowem. Jesteśmy łowcami, polujemy na mroczne istoty ale nie tylko. Naszymi ofiarami są również złoczyńcy. Nigdy jednak nie polujemy sami. Zawsze towarzyszą nam demoniczne psy hellhoundy, nigdy nie gubiące tropu. Jednak problem z nimi jest jeden. Nigdy nikogo nie słuchają, nikogo z wyjątkiem mnie.- Powiedziałem po czym spojrzałem na dziewczynę.
- Venatorzy nie są jak większość. Hellhoundy nie pojawiają się na tym świecie zbyt często. Kiedy już jednak to zrobią prawie nigdy nie rozmnażają się z przedstawicielami innych gatunków. Jednak jeśli się to zdarzy z związku takiego rodzą się Hundjägerzy. Są oni najlepszymi łowcami. W żyłach Venatorów płynie krew hellhoundów jednak u niektórych jest ona niesamowicie rozwodniona, Ci są najgorsi, nie potrafią panować nad szaleństwem, które stopniowo ich ogarnia. W końcu wpadają w szał, kiedy muszą odejść, bo stanowią zagrożenie. Pierwszą oznaką szaleństwa jest znęcanie się nad demonem z którym muszę pracować. Jedynie mający w sobie krew piekielnego ogara mogą być Venatorami.- Powiedziałem niezbyt przytomnie. Kolejna wizja akurat w takim momencie. Nagle otrząsnąłem się a hellhound pod moją dłonią spiął się i odwrócił w tył warcząc. Ja również się odwróciłem i momentalnie przemieniłem w pół wilczą, pół ludzką formę. W korytarzu kilka metrów dalej stał Johan, w pełni przemieniony z krwią pomieszaną z śliną i czarną, przypominającą smołę cieczą.
- Cofnij się.- Powiedziałem do dziewczyny i wyjąłem z pochwy srebrny sztylet. W tym samym momencie klatki otworzyły się a piekielne ogary skoczyły na mężczyznę. Przyszpiliły go do ziemi niemal rozrywając mięśnie. Podszedłem powoli do leżącego już nie mężczyzny, a stwora jakim się stał.
- Dostałeś szansę i ją straciłeś... Requiescant in pace.- Wyszeptałem po czym wbiłem w serce stwora sztylet. Hellhoundy wróciły do swoich klatek, które zamknęły się za nimi a wokół nas pojawili się inni Venatorzy. Zabrali ciało i tak, jak wiele razy wcześniej ruszyli je pogrzebać. Odwróciłem się do dziewczyny i przemieniłem znów w człowieka.
- Wybacz, to co tutaj widziałaś. Niestety to codzienność Venatorów... Moja codzienność... Szaleństwo potrafi nas dopaść w najmniej oczekiwanym momencie. Ja jako ich dowódca muszę pozbywać się tych, których ono dopadło.- Wyszeptałem po czym teleportowałem nas z powrotem na zamek, jednak nie do sali tronowej a do mojego dawnego pokoju.
<Mauvais?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)